Do Igrzysk Paraolimpijskich w południowokoreańskim Pjongczangu pozostało 5 dni. Przed wyjazdem na pytania zgodziła się odpowiedzieć trenerka snowboardzisty Wojciecha Taraby, Małgorzata Kelm. Zapraszamy do lektury.

Adrian Lipiński: Jak układa się Pani współpraca z Wojciechem Tarabą i jak się zaczęła?

Małgorzata Kelm: Współpraca z Wojtkiem układa się obecnie doskonale ale jest to wynikiem naszej wspólnej pracy od ponad 6 lat. Mieliśmy w swojej karierze różne etapy, „dorastaliśmy” razem on – jako zawodnik, a ja jako trenerka, ucząc się do siebie. Myślę, że wspólny, długoletni staż zawdzięczamy naszym osobowościom. Wojtek jest wspaniałym, inteligentnym chłopakiem, który w pewnym momencie postawił wszystko na jedna kartę – na swój rozwój sportowy. Nie zawsze się zgadzamy, ale potrafimy rozmawiać, a to we wszystkich relacjach nie tylko trener-zawodnik jest najważniejsze.

Współpraca zaczęła się w 2012 roku, tuż po obronie mojej pracy magisterskiej pt. „Współczesne możliwości uprawiania sportów ekstremalnych przez osoby niepełnosprawne fizycznie”. Poszukiwałam „żywego materiału” do udowodnienia swoich teorii i ambicji. Ale nie przypuszczałam, że trafię tak dobrze: nasza znajomość trwa do dziś i rozwinęła się na wielu poziomach. Jestem w końcu jego trenerką, psycholożką, serwisantką i fizjoterapeutką. Jest też dosyć wyjątkowa i niepowtarzalna, bo pozostajemy w bardzo przyjacielskich relacjach. Jesteśmy w codziennym kontakcie, wspólnie planujemy rozwój dyscypliny w naszym kraju, wspólnie analizujemy nowe możliwości. Jestem pełna podziwu i dumy, że mogę patrzeć na jego rozwój osobisty i sportowy na przekroju tych lat i mieć w nim swój udział.

A.L.: Na jaki wynik na Igrzyskach Paraolimpijskich stać Pani zdaniem naszego zawodnika i jaki rezultat sobie zakładacie?

M.K.: To już drugi występ Wojtka na IP. W Soczi parasnowboard debiutował. Przez te 4 lata w naszej dyscyplinie zmieniło się tak wiele, że trudno to opisać w jednym zdaniu. Progres – to może być słowo, które zawiera wszystkie odpowiedzi. Nie tylko my pracowaliśmy przez ten czas, a świat sportu i technologii nadal bardzo przyspiesza. Obserwujemy swoisty „wyścig zbrojeń’ w protetyce, ale też coraz poważniejsze traktowanie sportu osób z niepełnosprawnościami, również w tej dyscyplinie. Jako sportowcy musimy wierzyć, że miejsca medalowe są w naszym zasięgu, bo w sporcie wszystko może się wydarzyć. Obecnie w kategorii SB-LL2 startuje ,,crème de la crème” – najlepsi parasnowboardziści z całego świata. Konkurencja jest niesamowicie silna i zmotywowana, tak jak i my. Jesteśmy gotowi powalczyć o pierwszą  dziesiątkę.

A.L.: Czy jest Pani zadowolona z dotychczasowych wyników w tym sezonie?

M.K.: Kalendarz startów w parasnowboardzie pojawia się przeważnie późno i zawsze jest swoistym zaskoczeniem. Ciężko zaplanować sezon, bo wiele zawodów jest odwoływanych, a na niektóre występy po prostu nas nie stać. W tym sezonie kalendarz zaczął się od Nowej Zelandii …, występ tam oznaczałby brak środków na ważniejsze imprezy. Musimy planować z głową i dobrze kalkulować, które starty i gdzie bardziej się ,,opłacają”. Tak krawiec kraje…

W tym roku dzięki wsparciu Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych START mogliśmy przygotować się do sezonu i spędzić więcej niż zwykle dni na śniegu i na torach SBX. Sezon zaczęliśmy od występu w holenderskim Landgraaf w listopadzie, a w grudniu udało się wysłać nas do Finlandii. Tam niestety podczas treningu Wojtek uległ wypadkowi, co uniemożliwiło mu występ w ważnym dla nas ze względu na punkty starcie. Aby mieć szanse na udział w IP w Korei udaliśmy się na Finał Pucharu Świata do Kanady, gdzie Wojtek dokonał rzeczy niesamowitych. Na pękniętej w przeddzień startu protezie ścigał się jak równy z równym z najlepszymi zajmując 16. miejsce w SBX (snowboardcross) i 15. w BSL (Banked slalom). Jestem co najmniej zadowolona.

A.L.: Jak Pani wspomina debiut Wojciecha Taraby w Soczi?

M.K.: Soczi było ogromnym przeżyciem dla nas obydwojga. Wsiedliśmy do pociągu, który dopiero ruszał, mieliśmy poczucie, że jesteśmy pionierami i naprawdę budujemy ta dyscyplinę od podstaw. Byłam pełna podziwu dla Wojtka za jego odwagę i determinację. Sport osób z niepełnosprawnościami jest dość specyficzny. Często ‚tworzymy’ sportowców z normalnych ludzi, którym gdzieś w życiu przytrafiła się tragedia. No i proszę sobie wyobrazić, że przychodzę do Pana, stawiam na starcie ogromnego toru i każę Panu gnać w dół z prędkością 60 km/h. Także Soczi było niezwykłym, niezapomnianym doświadczeniem, możliwość przejścia przez stadion podczas ceremonii otwarcia jako para trener-sportowiec pod polska flagą, wzruszające.

A.L.: Jest Pani doświadczoną instruktorką, czy są różnice w treningu z osobami niepełnosprawnymi?

M.K.: Są. Uwielbiam mój zawód, daje mi wewnętrzne spełnienie i niekłamana satysfakcję zarówno w pracy z osobami pełno- jak i niepełnosprawnymi. Ale muszę przyznać, ze ta druga opcja jest jeszcze bardziej satysfakcjonująca. Za każdym razem kiedy mój uczeń stanie na desce i samodzielnie pojedzie odczuwam radość widząc jego/jej uśmiech i zadowolenie, ale podczas pracy z osobami niepełnosprawnymi ciesze się jeszcze bardziej, bo wiem jak trudne jest dla nich przełamywanie pewnych granic. Musze też być niejednokrotnie mocno kreatywna, bo każda niepełnosprawność buduje pewne ograniczenia, ale żadna nie dyskwalifikuje. Wszystko zależy od tego co w naszych głowach.

A.L.: Skąd wzięło się u Pani zamiłowanie do snowboardu?

M.K.: Zaczęło się od nart. Naprawdę 🙂 Tato nauczył mnie i brata jeździć. Polubiłam zimę. Jako totalnie niezbuntowana nastolatka nie miałam wielkich potrzeb, ale pewnego dnia poprosiłam rodziców o snowboard. Miałam 14 lat i wygrałam los na loterii. Wtedy na stokach nie było wielu rajderów, uczyłam się teorii z książki Gosi Rosiak i potem przenosiłam ta wiedzę na stok. Potem poszło już dość szybko, w każdy piątek wsiadałam zaraz po szkole w pociąg i autobus żeby jak najszybciej znaleźć się w Szczyrku. Opłaciło się. W wieku 17 lat zostałam instruktorem i zaczęłam przygodę szkoleniowca, najpierw pod skrzydłami dr Lecha Powolnego ze Szkoły Zdrowia, potem jako freelancer zwiedzając i szkoląc w najróżniejszych miejscówkach w Europie. Mogę śmiało powiedzieć, że snowboard zdefiniował moją karierę. Był najlepsza decyzja jaką podjęłam i jedynym, oprócz miłości rodziców, pewnikiem w moim życiu. Nadal kocham jeździć i sprawa mi to największą przyjemność. Myślę, że to trochę zaraźliwe w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu 🙂

A.L.: Czy projekt Adaptive Snow Camp będzie kontynuowany i jak ocenia Pani jego organizację?

M.K.: Projekt obozu parasnowboardowego dla osób z niepełnosprawnościami był w mojej głowie od bardzo dawna. W życiu jednak tak bywa, że niektóre pomysły musimy odłożyć do szuflady by dojrzały albo trafiły na odpowiedni moment i odpowiednich ludzi. Tak było w przypadku tego obozu. Wojtek jest beneficjentem Fundacji Poland Bussiness Run zarządzanej przez niezwykle charyzmatyczna i energiczną Agnieszkę Pleti wraz ze współpracownikami dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Wizyta i sama osoba Wojtka tak im przypadła do gustu, że postanowili nam pomóc i wesprzeć nasz projekt biorąć pod swoje skrzydła. Otworzyłam więc szufladę, odkurzyłam nieco zawartość i zaczęliśmy działać. Fundacja prowadziła sprawy ‚twarde’, my z Wojtkiem szkolenie, sprzęt, wykłady, ludzi. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Ale wynik przeszedł nasze wszelkie oczekiwania. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej ekipy organizatorów, gości, ale najważniejsze – uczestników. Mamy już nowe pomysły i plany!

A.L.:  W Szczyrku udział wziął Michał Ligocki, czy współpraca olimpijczyków z paraolimpijczykami daje większe możliwości rozwoju i czy zgadza się ze mną Pani, że taka współpraca powinna być częściej realizowana?

M.K.: Wizyta Matysa była strzałem w 10tkę. Pokazała, że jesteśmy widoczni dla środowiska sportowego osób pełnosprawnych. Zresztą w tym sezonie udało nam się pojechać na trening wraz z kadrą boardercrossową Polski i szczerze powiedziawszy myślę, ze obie strony bardzo z tego skorzystały a współpraca zostanie podtrzymana. Jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni, coraz poważniej traktowani, jesteśmy gotowi na nowy rozdział w historii polskiego parasnowboardu.

A.L.:  Czy w najbliższym czasie szykują się starty innych biało-czerwonych w PŚ i na MŚ?

M.K.: Występ w Korei będzie naszym ostatnim w tym sezonie. Kalendarz zamykają zawody rangi Pucharu Ameryki w Kanadzie i USA w marcu i kwietniu. Nastąpi okres regeneracji ciała, ale to oznacza, zwłaszcza dla mnie, okres intensywnego myślenia i planowania kolejnego sezonu. Po sukcesie Adaptive Snow Campu zaostrzyliśmy apetyt, Mamy paru nowych świetnie rokujących ludzi o sportowych duszach. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie znajdziemy środki aby móc rozpocząć żmudny etap 4 letnich przygotowań do kolejnych IP!!

————

Fot.: Robert Szaj/Polska Fundacja Paraolimpijska.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here