Kamil Fabisiak i Tadeusz Kruszelnicki powalczą o półfinał XXIII edycji tenisowego turnieju Płock Orlen Polish Open. Na drugiej rundzie występ w zawodach zakończyli Albin Batycki, Jerzy Kulik i Krzysztof Brezyna.

Trafić tam, gdzie chcesz

W środę od rana wszyscy patrzyli w niebo. Widzieli, że zaciąga się chmurami. Mogło popadać, chociaż nie musiało, więc faworyci na wszelki wypadek nie marnowali czasu. Evans Maripa (RPA, numer 1) pokonał Albina Batyckiego (Polska) 6:0, 6:2, a Frederic Cattaneo (Francja, 3) wygrał z Jerzym Kulikiem (Polska) 6:0, 6:0 i po niecałej godzinie można było szykować dwa korty dla następnych graczy. Nieco dłużej Jurij Gołowin stawiał opór Kamilowi Fabisiakowi (Polska, 6). Podczas jednej ze zmian stron przyczynę nadchodzącej porażki 2:6, 1:6 Rosjanin wyjaśnił tak: – Ty trafiasz tam, gdzie chcesz, a ja tam, gdzie mi się uda.

Za dobrzy na drugą rundę

Martin Legner jest z nami od samego początku, czyli od 1995 roku. To już 23. Płock Orlen Polish Open w ogóle, a dla Austriaka – nie uwierzycie – 17. Jedenaście razy grał w finale, trzykrotnie wrócił do domu z tytułem singlowym. Czas leci, lat w metryce przybywa, a rywale są coraz mocniejsi. Steffen Sommerfeld, młodszy od Legnera o osiem lat, okazał się lepszy o siedem gemów (6:1, 6:4). Jeśli to dla Martina jakieś pocieszenie, to z czystym sumieniem możemy napisać, że był to mecz stojący na poziomie odpowiadającym co najmniej półfinałowi, a nie tylko drugiej rundzie.

Steffen Sommerfeld, fot. Andrzej Chrobot

Ćwierćfinalista bez numeru

Ricky Molier pokonał Ezequiela Casco (numer 4) i jako jedyny nierozstawiony awansował do ćwierćfinału Płock Orlen Polish Open. Ale czy to sensacja? To nie jest nawet niespodzianka. Wprawdzie ranking przemawia na korzyść Argentyńczyka, jednak za Holendrem stoi znacznie większe doświadczenie i osiągnięcia. Molier – jeśli nie przekonują was trzy tytuły mistrza POPO, bo zdobyte 22, 20 i 18 lat temu – był numerem 1 na świecie i jest – bo tego już nikt mu nie odbierze – mistrzem olimpijskim w singlu (1996) i deblu (2000). Z Casco wygrał 6:3, 6:2, a jutro zmierzy się z Tadeuszem Kruszelnickim (nr 8), który w szczycie kariery zajmował w rankingu trzecie miejsce. Drugi z Polaków, Kamil Fabisiak (nr 6), zagra z najwyżej rozstawionym Evansem Maripą z RPA, a pozostałe pary ćwierćfinałowe tworzą Frederic Cattaneo (Francja, 3) i Steffen Sommerfeld (Niemcy, 7) oraz Augustin Ledesma (Argentyna, 5) i Tom Egberink (Holandia, 2).

Tadeusz Kruszelnicki, fot. Andrzej Chrobot

Jest debel, jest zabawa

Jest czterech, jest zabawa. Debel w tenisie na wózkach otwiera przed grającymi znacznie więcej możliwości taktycznych. Można odbić piłkę po jednym koźle, można po dwóch, a można nie czekać i zagrać wolejem. Można płasko albo tak, aby piłka przeleciała nad rywalami. Można wzdłuż linii albo po takim krosie, że drugi raz piłka odbija się kilka metrów za korytarzem deblowym. Gonić jej nie warto, chyba że dla spokoju sumienia. Dwa takie przedstawienia w tym samym czasie dali uczestnicy Płock Orlen Polish Open. Na korcie numer 1 faworyzowani Kamil Fabisiak i Martin Legner (numer 3) pokonali Krzysztofa Brezynę i Maksymiliana Szarego. Aktorem pierwszego planu był Austriak, dla którego debel od dawna nie ma już tajemnic. Po sąsiedzku grali Albin Batycki i Piotr Jaroszewski oraz Ezequiel Casco i Agusto Ledesma (numer 2). Grali tak, że było nie tylko co oglądać; przede wszystkim było czym się emocjonować. Obie pary miały piłki meczowe. Polacy zmarnowali wszystkie, natomiast Argentyńczycy jedną wykorzystali i wygrali w super tiebreaku 15-13.

Tekst: Artur Rolak
Foto: Andrzej Chrobot

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here