W ostatni majowy weekend odbył się pierwszy w tym sezonie turniej Polskiej Ligi Rugby na Wózkach. Wszystko miało miejsce w Poznaniu, a skoro mówią „Poznań to miasto doznań” oczywiście nie zabrakło prawdziwych sportowych emocji i niesamowitych wrażeń. Kibice mogli obejrzeć rugby na najwyższym poziomie. Zawrotne tempo, spektakularne bramki i zapierające dech w piersiach uderzenia.

Od samego rana w ostatnią sobotę maja w Arenie Poznań dało się słyszeć szmery wskazujące na to, że pojawiają się tam kolejne osoby. I to nie przypadkowe osoby. Sportowcy zjeżdżali się całymi drużynami. Staff czyli obsługa techniczna każdej z ekip zaczynała biegać ze sprzętem i szykować wszystko przed rozpoczęciem meczu. Koła zapasowe? Są! Pompka? Jest! Taśma? Hmm… gdzie jest taśma? Nie ma taśmy? … Jest! Rękawice? Są! … Kiedy już wszystko i wszyscy byli gotowi, na Arenie zadźwięczał pierwszy gwizdek, a właściwie dwa gwizdki, bo w jednym czasie były rozgrywane dwa mecze na dwóch boiskach.

Machina ruszyła. Pierwszy mecz obejrzałam z ławki jednej z drużyn, jako staff musiałam być czujna i śledzić każdą akcję. Nigdy nie wiadomo kiedy będziemy potrzebni na boisku, może właśnie pęknąć dętka, albo któryś z zawodników właśnie spektakularnie upadnie. Wtedy podbiegamy i ratujemy z opresji. Do tego dochodzą emocje związane z samą grą. Przecież „na ławce” siedzą najwierniejsi kibice, czyli zawodnicy rezerwowi, trener i staff. A wiadomo „ławka” żyje, „ławka” nie śpi! Drużyna potrzebuje dopingu i to głośnego. Musi czuć wsparcie! I wiadomo, z boku widzi się więcej. Można krzyknąć, wskazać zawodnikowi rozwiązanie akcji czy zwrócić na coś uwagę. Wszystko dzieje się tak szybko, że mecze uciekają jak przez palce. Zanim się obejrzysz już jest druga kwarta, przerwa, trzecia, jeszcze jedna i koniec meczu. I powiem Wam, że nie trzeba wygrywać meczu, żeby na koniec przybijać sobie piątki z uśmiechem na twarzy i z entuzjazmem wykonać drużynowy okrzyk. Czasem wystarczy jak widzisz, że drużyna gra pięknie, widzisz efekty treningów i zgranie.

Dla prawdziwych miłośników rugby był to weekend niezwykły. Byliśmy świadkami  niebywałych akcji i spektakularnych upadków. Tak, upadków! My, zapaleni kibice rugby na wózkach czekamy aż będzie szybka akcja, zderzenie i … Tak, wiem to na początku przeraża, ale przecież lubimy kiedy coś się dzieje, emocje, przy których czujemy dreszczyk. Atmosfera jaka towarzyszy turniejom rugby sprawia, że pierwszy nigdy nie jest ostatni. Właściwie mogłabym powiedzieć, że rugby uzależnia. Te emocje uzależniają. Ludzie, zdecydowanie mogę powiedzieć, że oni też uzależniają. Ich towarzystwo, rozmowy, żarty i wspólny czas sprawia, że chcesz spędzać z nimi czas.

Szczególnie w pamięci zapadły mi dwa mecze podczas turnieju. Oba rozegrane zostały drugiego dnia. Mecz między drużyną Flying Wings, a IKS Jeźdźcy słuchajcie co tam się działo! Punkt za punkt, zawrotne tempo, przemyślane akcje. Lekka przewaga Jeźdźców nie trwała długo. Flying Wings szybko wyrównali i do końca nie oddawali już ani jednego punktu więcej. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. W niej dwoma bramkami Flying Wings byli górą. W tym czasie oglądałam z ławki mecz Avalon Extreme kontra Four Kings I. Tam też było dużo pięknych momentów. Punkt za punkt, zwroty akcji. Niezwykłe tempo. Dwa tak dobre mecze jednocześnie. Serce kibica bolało, że nie można obejrzeć obu w pełnym skupieniu. Oczy latały między jednym, a drugim boiskiem.

Choć turniej skończył się dwa dni temu emocje wciąż nie opadły. Jeśli nigdy jeszcze tego nie przeżyliście, koniecznie odwiedźcie kolejne turnieje. Ale ostrzegam! Jak poznacie świat rugby na wózkach pozostaniecie tam na długo. Jesteście na to gotowi?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here