Marta Osuch to idealny przykład kobiety realizującej ogromną ilość projektów w krótkim czasie, wliczając w to czas na obowiązki rodzinne. Businesswoman, współzałożycielka Projektantek Sukcesu, właścicielka firmy Psychology & Business, psycholog ze specjalnością psychologia zmiany, specjalista ds. zarządzania zasobami ludzkimi, trenerka rozwoju osobistego i zawodowego, prelegentka licznych konferencji naukowych, autorka cyklu artykułów dotyczących roli psychologii w biznesie dla Business Magazine, ekspertka w licznych audycjach radiowych oraz programie śniadaniowym, autorka licznych artykułów dla magazynów i portali. Tytuły można wymienić bez końca. Pani Marta zgodziła się porozmawiać z nami o tym, co wspólnego z jej osiągnięciami ma studencka przygoda ze światem sportu i jakie postawy parasportowców możemy, a nawet powinniśmy przenieść do naszego życia chcąc osiągnąć wymarzone cele i nie wypalić się za wcześnie w ich realizacji.

Pamela Kozioł: Urzekło mnie w Pani biografii stwierdzenie, że wytrwałość i dążenie do celu wypracowała Pani kończąc studia na AWF. Czy mogłaby Pani rozwinąć jakie elementy sportu powodują zdobycie umiejętności, dzięki którym jesteśmy w stanie wytrwać w nierzadko trudnej walce o swoje marzenia?

Marta Osuch: Sport jest mi bliski od dzieciństwa, zawsze byłam bardzo aktywna, jednak nigdy nie trenowałam wyczynowo. Podczas studiów na Akademii Wychowania Fizycznego spędziłam mnóstwo godzin bardzo aktywnie. Trenując dyscypliny, które lubiłam i czułam się w nich dobrze oraz takie, do których stworzona nie jestem i nigdy nie byłam (chociażby z uwagi na budowę ciała). To zaś wiązało się z wychodzeniem ze strefy komfortu. Jednak podejmowanie tych wyzwań i trening pokazywały mi, że można osiągać założone cele. Wiele ograniczeń jest w naszej głowie. Sport kształtuje charakter, uczy cierpliwości i wytrwałej pracy w dążeniu do celu, a także sztuki przegrywania, wyciągania wniosków i podejmowania kolejnych prób.

Niektórzy parasportowcy deklarują, że pasja do danej dyscypliny towarzyszyła im zarówno, gdy byli pełnosprawni jak i wtedy, gdy w wyniku choroby lub wypadku doznali niepełnosprawności. Zgodzi się Pani ze mną, że jest to niezwykła inspiracja w chwilach zwątpienia, gdy poddajemy w wątpliwość swoją wartość przez toksycznego szefa, tymczasową porażkę lub wpływ demotywujących do działania znajomych?

Zdecydowanie tak. Warto pielęgnować w sobie poczucie własnej wartości i pewność siebie. To bardzo ważne żebyśmy byli pewni tego kim jesteśmy i co sobą reprezentujemy. Samoświadomość i postępowanie zgodnie z wartościami jakie wyznajemy powinny dawać nam siłę do radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Żyjemy w czasach kultu sukcesu i spektakularnej kariery przed trzydziestym rokiem życia. Absolwenci nierzadko zderzają się z niezdrową eksploatacją organizmu, toksycznymi przełożonymi i wewnętrzną presją. Lekkoatletyczna mistrzyni – Lucyna Kornobys wspomniała w wywiadzie, że sukcesy odnoszą jej koleżanki w wieku 60 lat. Czy nie uważa Pani, że ten przykład ze świata parasportu może służyć za przypomnienie młodym osobom, że brak odnalezienia swojej drogi lub frustrująca praca w okolicy 30. urodzin to jeszcze nie wyrok?

Uważam, że ludzie którzy z pasją spełniają swoje marzenia i realizują cele są największą inspiracją bez względu na wiek, szczególnie, że świadomość tego, że łatwo nie będzie wcale ich nie zniechęca. Nigdy nie jest za późno. Znam wiele wspaniałych osób, które w wieku dojrzałym postanowiły zmienić swoją drogę zawodową czy rozstać się z toksycznym partnerem. Minęły czasy kiedy wybór kierunku studiów decydował o naszej karierze zawodowej. Pracując z ludźmi zachęcam ich do inwestowania w siebie, szukania najlepszych opcji dla siebie, poznawania siebie i swoich predyspozycji, ale bez presji i nie na siłę. Wiek to tylko liczba, na którą składają się nasze doświadczenia. A wiedzę pozyskaną z doświadczeń możemy wykorzystać na wielu płaszczyznach.

Godzenie pracy i pasji, którą z czasem chciałoby się zamienić w biznes to nie lada wyzwanie. Znów zacytuję słowa mistrzyni lekkoatletyki parasportowej, kiedy wspominała trudności organizacyjne w godzeniu pracy na pełen etat i treningów na pełnych obrotach. Czy ma Pani jakieś rady z zakresu zarządzania czasem żeby etat za biurkiem nie przekreślał realizacji marzeń sportowych, naukowych czy stopniowego zbliżania się do założenia własnego biznesu? Pomijam opcję ciągle nieprzespanych nocy, to zdecydowanie niezdrowe.

Przede wszystkim powinniśmy zastanowić się czy cele, które chcemy osiągnąć są nasze czy to wynik oczekiwań innych wobec nas. Jeżeli chcemy łączyć pracę zawodową z wymagającą pasją należy odpowiednio się przygotować. Dobrym rozwiązaniem jest rozpisanie sobie w jakim zakresie chcesz i możesz realizować się poza pracą zawodową. Tak, by dawało Ci to satysfakcję, a zarazem było realne do wykonania. Jeśli przyjrzymy się naszemu rozkładowi dnia to może okazać się, że sporo czasu tracimy np. przeglądając media społecznościowe. Dobrze wyeliminować czy ograniczyć w ciągu dnia czynności, które nic nam nie dają, a zabierają dużo czasu. Poza tym warto pielęgnować w sobie motywację, szczególnie tę wewnętrzną czyli „dlaczego chcę to zrobić?” Utrzymanie jej na wysokim poziomie daje nam większe szanse na realizowanie się i łączenie różnych obszarów, np. pracy zawodowej ze sportem czy pracą nad własnym biznesem, co nie jest łatwe.  Jeśli jest to coś, co rzeczywiście kochamy to zakładam, że da nam energię do realizowania innych codziennych obowiązków z uśmiechem. Warto pamiętać w ciągu dnia o tym, aby zadbać o równowagę i połączyć pracę (obowiązki) z pasją (przyjemnością).

Założona przegrana generuje gorszy wynik, ale nie jest tak łatwo oduczyć się stawiania siebie w gorszym świetle. Doskonale wiedzą o tym zawodnicy sportu paraolimpijskiego. Zdają sobie również sprawę, że pozbycie się tego odczucia to nie kwestia jednej motywującej książki lub inspirującego wykładu. Czerpiąc inspirację z psychologii zmiany mogłaby Pani polecić konsekwentne działania mające na celu pożegnanie destrukcyjnego nawyku stawiania się na przegranej od samego startu?

Polecam książkę Nowa psychologia sukcesu Carol Dweck, w której możemy przeczytać ilu sportowców, biznesmanów, ludzi sukcesu odniosło w życiu porażkę i ile można z niej wyciągnąć dla siebie. Ale rzeczywiście pracę musimy wykonać sami. Kwestią podstawową jest nasze podejście – czy to, co się wydarzyło nazwiemy porażką czy może lekcją, cennym doświadczeniem, które wzbogaci nas o wiedzę jak postąpić kolejnym razem, na co poświęcić czas i pracę. Branie odpowiedzialności za to, co się stało to drugi punkt. Czy miałam wpływ na wynik? Czy wynikał on z błędów jakie popełniłam? Jeśli tak, to wiem co mam z tym zrobić. Nie ma sensu „mieszanie się z błotem”. To sprawia, że nasza motywacja wewnętrzna jest na krytycznie niskim poziomie. Wyzwaniem jest odbudowanie jej. Szczerość wobec siebie – jak bardzo się zaangażowałam, czy mogę następnym razem dać z siebie więcej czy nie. Ważną rolę odgrywa tu poczucie własnej wartości. Dobrym ćwiczeniem na początek jest wypisanie na kartce swoich sukcesów (tych małych i dużych), mocnych stron, talentów, cech charakteru, z których jesteś dumna. Często nie zdajemy sobie sprawy, ile mamy ich na koncie, jacy jesteśmy wspaniali. Budujmy relację z samym sobą, zwracajmy uwagę na to jakie komunikaty kierujemy do siebie.

Bolesne jest również to, że jak potwierdza świat show-biznesu, biznesu, sportu (w tym parasportu) za sukces płacimy hejtem, co jest szczególnie odczuwalne w polskiej kulturze. Wystarczy wspomnieć komentarze po zwycięstwie tańczącej wybitnie dobrze Joasi Mazur w „Tańcu z Gwiazdami”. „Ślepa wygrała na pewno z litości”. Jaki Pani zdaniem jest motyw tak prymitywnego postrzegania osiągnięć osób z niepełnosprawnością?

Ludzie mówią i zawsze mówić będą. Nie mamy na to wpływu. Przykre jest oczywiście to z jaką łatwością oceniamy i krytykujemy innych. Osoby, które hejtują, często wylewają swoją frustrację na innych, szczególnie w internecie, gdzie czują się bezpiecznie, bo anonimowo. Myślę, że w tej sytuacji warto skupić się na pozytywach. W przykrych uwagach ludzi nie ma wartościowej informacji zwrotnej. Przykład Joanny Mazur pokazał zdrową rywalizację w programie na równi z uczestnikami w pełni sprawnymi. Serdeczne gratulacje, jestem pełna podziwu dla odwagi Joanny, konsekwencji i ciężkiej pracy.

Obsesja produktywności również jest niszcząca. Urzeka mnie ton oczywistości z jaką parasportowcy wypowiadają zdania: „Miałem kontuzję, zatem musiałem odbyć przerwę w treningach, odczekać i powrócić po dojściu do formy”. Korporacyjny tryb funkcjonowania przełożył się na funkcjonowanie wielu pracowników poza biurem w poczuciu, że nieproduktywna chwila patrzenia się w ścianę to coś złego, że trzeba coś robić, gdzieś biec. Jest Pani zwolenniczką momentów zatrzymania jako stałego elementu dnia lub tygodnia?

Efektywny pracownik to szczęśliwy i wypoczęty pracownik. Jeśli my nie zadbamy o równowagę w naszym życiu, to raczej nikt tego za nas nie zrobi. Chociaż coraz częściej się o tym mówi i firmy nastawione na rozwój pracowników dbają o to, aby pracownicy pracowali, ale i mieli przestrzeń na relaks. Ważna jest umiejętność zatrzymania jeśli czujemy, że tego potrzebujemy. Bez wyrzutów sumienia. Przerwać wyścig jeśli bierzemy w nim udział. Włączyć luz, zadbać o swoje samopoczucie i satysfakcję z tego co robimy. Wówczas osiągniemy więcej niż Ci, którzy będą nastawieni tylko na rywalizację, nie czując radości z pracy. Podejście parasportowców/sportowców jest dojrzałe i godne naśladowania.

Odbieranie opinii zwrotnej zbyt personalnie stanowi istotną barierę i nie tylko jak się powszechnie uważa u kobiet, ale również u mężczyzn, co potwierdzali min. niektórzy zawodnicy rugby na wózkach. Jakie ma Pani rady w zakresie umiejętnego udzielania opinii zwrotnych ze strony trenera/menedżera w zależności od osobowości zawodnika/pracownika?

Udzielanie prawidłowej informacji zwrotnej dla wielu jest wyzwaniem. W komunikacji ważne jest, aby nie krytykować i dołować człowieka, a pokazać obszary do rozwoju i pochwalić za to, co wyszło świetnie. Z punktu widzenia sportowca czy pracownika warto mieć poczucie własnej wartości. Świadomość tego w czym jesteśmy dobrzy, a nad czym powinniśmy popracować ma ogromną wartość. Dobrze być otwartym na krytykę, ale pod warunkiem, że będzie ona konstruktywna, a osobie która ją udziela ufamy. W sytuacji kiedy słyszymy o sobie coś co nas zaskakuje, warto zastanowić czy jest prawdziwa, nieprawdziwa czy w części prawdziwa. Szczerość wobec siebie jest najważniejsza.

Na koniec, czy ma Pani jakiś złoty przepis na dużą ilość sceptyków wokół? „Parasport nie jest do końca prawdziwym sportem”, „Po co chcesz studiować drugi kierunek studiów, który w porównaniu do pierwszego Cię uskrzydla, jeśli jest multum absolwentów tego kierunku jak i wielu innych”, „Po co Ci własny biznes, lepiej siedź w korporacji, której nienawidzisz a nie podejmuj ryzyko”. Takie zdania pojawiają się w otoczeniu z ogromną częstotliwością, a my czujemy duży cios w kierunku entuzjazmu co do naszej pasji, tego do czego czujemy się powołani. Jak się nie dać hodowcom zwątpienia?

Czasem zapominamy, że to my wiemy najlepiej co jest dla nas dobre. Czujemy to intuicyjnie i jesteśmy zmotywowani, dlatego warto rozwijać w sobie zaufanie do siebie i nie szukać poparcia co do decyzji z otoczenia – od przyjaciół i rodziny. Oczywistym jest, że to miłe kiedy bliscy podzielają nasze zdanie i szczerze kibicują. Znów odwołam się do asertywności i powiem, że umiejętność przyjmowania do wiadomości innego zdania na jakiś temat niż nasze jest sztuką. Dlatego dobrze jest mieć do tego dystans. Jeśli czujemy, że chcemy coś zrobić lub chociażby spróbować to zróbmy to. Strach jest naturalnym elementem próbowania nowych rzeczy, wychodzenia ze strefy komfortu. Inną kwestią są ograniczenia, które sobie stwarzamy z powodu obaw czy po rozmowie z osobami, które nie podzielają naszego entuzjazmu i nas zniechęcają. Warto wówczas wykonać banalne, ale niezwykle skuteczne ćwiczenie. Bierzemy kartkę i wypisujemy na niej wszystko to, co sprawia, że boimy się podjąć wyzwanie, zacząć. Wszystko co przychodzi nam do głowy. Następnie każdej z wypisanych rzeczy przyglądamy się oddzielnie i zastanawiamy się czy jest ona zależna od nas? Czy mamy na nią wpływ? Jeśli nie mamy to wykreślamy z listy. Bez sensu jest pokładać tyle energii na martwienie się czymś na co wpływu i tak nie mamy. Natomiast wszystko to, na co mamy wpływ zostaje na naszej liście. Robimy co w naszej mocy, skupiamy uwagę i energię na tych wyzwaniach. Martwienie się na zapas i tym, na co wpływu nie mamy to często powody tego, że stoimy w miejscu. Powodzenia!

Również dziękujemy Pani za wywiad i życzymy dalszych sukcesów oraz inspiracji.

******

Marta Osuch – współzałożycielka Projektantek Sukcesu, właścicielka firmy Psychology & Business, psycholog ze specjalnością psychologia zmiany, specjalista ds. zarządzania zasobami ludzkimi, trenerka rozwoju osobistego i zawodowego, prelegentka licznych konferencji naukowych, autorka cyklu artykułów dotyczących roli psychologii w biznesie dla Business Magazine, ekspertka w licznych audycjach radiowych oraz programie śniadaniowym, autorka licznych artykułów dla magazynów i portali. Prywatnie mama Kuby i Wojtka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here