Był młody, przystojny, pełen energii. Kochał sport, kochał rugby. Na boisku czuł się jak ryba w wodzie. Miał przed sobą sportową karierę, nową szkołę i być może świetlaną przyszłość. Jako siedemnastolatek pojechał z przyjaciółmi na wakacje. Słońce, plaża, dobre towarzystwo – wprost idealny czas. Okazało się, że ten wyjazd odmienił jego życie na zawsze. Poszedł popływać. Z wody nie wyszedł już o własnych siłach. Karetka, szpital, niepewność, ból, łzy. Nikt nie spodziewał się takiego zakończenia.

„Ciało i krew są tym, czym są w fizycznym znaczeniu, ale miłość, odwaga i pasja stanowią prawdziwą duszę człowieka”.

Przerwany rdzeń kręgowy w odcinku szyjnym. Tetraplegia. Znaczy, że już nie zagram w rugby? Nie będę chodził? Sam nie zawiążę sobie butów? Dla młodego pełnego energii chłopaka to brzmiało jak tragedia, koniec życia. Przecież miał tyle planów, takie perspektywy. W tym trudnym dla siebie czasie otrzymał wiele wsparcia i ciepłych słów od bliskich. Przyjaciele, rodzina towarzyszyli mu na każdym kroku. Nie był sam. Nie załamał się. Zaczął dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie zauważał. Małe rzeczy stały się wielkie. Leżąc w szpitalu poznał osoby z podobną historią, których życie zmieniło się w jednej chwili. Wola walki i chęć życia, aktywnego życia sprawiła, że nie użalał się tylko ciężko pracował nad sobą.

„ (…) nieszczęście przyniosło mi dar, umożliwiło odkrycie umiejętności, o której istnieniu nigdy bym się nie dowiedział. I za to jestem głęboko wdzięczny”.

Teraz jest inspiracją! Motywuje i daje nadzieję. Po wypadku odkrył w sobie talent. Jest mówcą motywacyjnym i artystą malującym ustami. Choć sam siebie nie uznaje za artystę, to patrząc na jego dzieła można z całą pewnością stwierdzić – ARTYSTA! Obecnie jest uznany za jednego z najbardziej wpływowych osób niepełnosprawnych w Wielkiej Brytanii. W książce „Małe wielkie rzeczy” opowiada nam o swojej drodze, o pokonywaniu niepełnosprawności i o wyzwaniach z jakimi musiał się zmierzyć, aby osiągnąć cel. Jego historia motywuje i daje siłę. Po przeczytaniu książki jestem pełna podziwu dla jego osoby. Potrafił „wstać” po upadku. Mimo, że właściwie sprawna jest tylko jego głowa to wiedzie aktywne, pełne pasji życie. Pokazał, że bariery są do pokonania siłą umysłu. Wypadku nie traktuje jako koniec, ale początek. Nie opowiada bajek, że życie na wózku jest kolorowe i usłane różami. Mówi o swoich frustracjach dnia codziennego, ale pokazuje również, że nie warto skupiać się na tym czego nie możemy zrobić, ale przede wszystkim na tym, co jest możliwe.

„ (…) będziemy silniejsi, jeśli skupimy się na rzeczach wykonalnych, a nie na tych nie do zrobienia”.

Jednak myślę, że to co osiągnął też dzięki otoczeniu w jakim się znalazł. Miał dostęp do specjalistycznego sprzętu, miał fundusze na rehabilitacje. Okoliczności mu sprzyjały. Mógł studiować bez przeszkód, system zapewnił mu wszystko czego potrzebował. Dlatego jego historię ciężko przełożyć na polskie warunki, gdzie proces rehabilitacji nie przebiega tak sprawnie. Gdzie urzędnicy, uczelnie nie są tak chętne do zmian, aby osoba z niepełnosprawnością mogła bez żadnych przeszkód pokonywać kolejne szczeble kariery naukowej. Mimo to polecam każdemu „Małe wielkie rzeczy” ta książka motywuje i odsłania oczy na małe rzeczy, które tak naprawdę są wielkie. Na co dzień nie zwracamy na nie uwagi, a są integralną częścią naszego życia.

 „ (…) porażka jest wyborem. Jeśli nakierujesz na coś swój umysł i pracujesz ciężko, by to osiągnąć, dasz radę przezwyciężyć strach i osiągniesz sukces”.


cytaty pochodzą z książki „Małe wielkie rzeczy” autorstwa Henry’ego Frasnera, wyd. Insignis

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here