Nie od dziś wiadomo, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wielu niezapomnianych przeżyć doświadcza na co dzień z ich pomocą niewidomy Thomas Panek, który pomimo utraty wzroku nie potrafił zrezygnować ze swojej największej pasji – biegania.

Życiowa filozofia Thomasa Panka na temat szeroko pojmowanej pasji (w jego przypadku jest to bieganie) zawiera się w kilkunastu prostych, ale jakże wymownych słowach: „jeśli kochasz ten sport, nie pozwól, by cokolwiek Cię przed tym powstrzymało”. W niedzielę 17 marca po raz kolejny wyszedł on naprzeciw swoim marzeniom, stając się pierwszym w historii nowojorskiego półmaratonu niewidomym uczestnikiem, który zameldował się na finiszu w towarzystwie czworonożnych przyjaciół.

Poukładany świat Panka pozbawiony został wizualnych bodźców ponad dwadzieścia lat temu. Po utracie wzroku początkowo przerażała go wizja powrotu do regularnych treningów. Potrzebował czasu, by oswoić się ze swoją niepełnosprawnością i odnaleźć w nowej rzeczywistości. Miłość do biegania i uzależnienie od endorfin pomogły mu przezwyciężyć wszystkie trudności. Po krótkiej przerwie młodzieniec ponownie założył na nogi ulubione buty, by tak jak wcześniej móc przemierzać tygodniowo dziesiątki kilometrów w asyście takich samych jak on biegowych zapaleńców.

48-latek dziś ma na swoim koncie dwadzieścia ukończonych maratonów, w tym aż pięć edycji prestiżowego maratonu w Bostonie, o którym śnią po nocach tysiące biegaczy z całego świata. Za każdym razem linię mety przekraczał z przewodnikiem-wolontariuszem. Każdy taki start wymagał bezwzględnej dyscypliny i doskonałej synchronizacji dwóch niezależnych od siebie organizmów, co wielokrotnie bywało dla Panka uciążliwe. Mężczyzna wciąż był głodny nowych doznań, a niezależność, o którą tak zabiegał przez lata, dawały mu wyłącznie treningi z psami.

Thomas Panek bardzo często spotykał się ze stwierdzeniami, że niewidomi sportowcy nie są w stanie osiągać dobrych wyników, współpracując ze swoimi psimi przewodnikami. Kiedy pięć lat temu przejął ster w działającej od 1954 roku na zasadzie non-profit organizacji Guiding Eyes for the Blind, która zajmuje się kompleksowym szkoleniem psów przeznaczonych dla osób ze wzrokową niepełnosprawnością, postanowił skutecznie rozprawić się z krzywdzącymi opiniami na ten temat.

W 2015 roku na prośbę byłego żołnierza Richarda Huntera uruchomił specjalny program Running Guides. Hunter również był niewidomy i żył nadzieją, że pomimo utraty wzroku znajdzie się dla niego miejsce w sporcie. Powołany został wówczas zespół ekspertów mających za zadanie wyszkolenie psów także pod kątem biegowym. Pankowi wciąż z powodzeniem udawało się godzić obowiązki w fundacji z codzienną aktywnością fizyczną, a do swojego ostatniego biegowego wyzwania przygotowywał się z trzema labradorami o wdzięcznych imionach Westley, Waffle i Gus.

To wyjątkowe psie trio towarzyszyło niewidomemu biegaczowi przez całą trasę nowojorskiego półmaratonu. Na pierwszy ogień poszedł czarny labrador o imieniu Westley, który po ośmiu kilometrach ciągłego biegu przekazał „pałeczkę” swojej siostrze, Waffle. Na ostatnich pięciu kilometrach Panek mógł liczyć na równie wielkie wsparcie ze strony Gusa, żółtego (podobnie jak Waffle) labradora będącego na co dzień jego osobistym przewodnikiem.

Ta wydawać by się mogło z pozoru niemożliwa do realizacji misja zakończyła się pełnym sukcesem. 48-latek na pokonanie całej trasy potrzebował 2 godzin 20 minut 51 sekund, zapisując się na kartach historii nowojorskiego półmaratonu jako pierwszy niewidomy biegacz, który dotarł do mety bez wsparcia drugiego człowieka.

————

Screen: YouTube/Inside Edition.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here