Zarażeni pasją do sportu. Osoby z zespołem Downa i ich inspirujące historie

Osoby z zespołem Downa to największa zdefiniowana grupa wśród sportowców z niepełnosprawnością intelektualną. Na naszym krajowym podwórku również nie brakuje talentów z dodatkowym chromosomem, którzy poprzez aktywność fizyczną realizują swoje pasje i spełniają marzenia. Są coraz bardziej widoczni w wodzie, na biegowych trasach, a nawet… piaszczystych wydmach. Ich osiągnięcia są doceniane i szeroko komentowane w przestrzeni publicznej. Pokonują własne słabości, rozprawiają się z życiowymi rekordami oraz krzywdzącymi stereotypami, bo sport w ich przypadku coś więcej niż rehabilitacja – to szereg pozytywnych wartości, jakie ze sobą niesie.

Ryan i Noah, czyli rodzeństwo na medal

Śmieją się, żartują, są przyjaźnie nastawieni do świata i bieganie traktują naprawdę serio. Ryan i Noah Zygmunt są rodzeństwem, które dzieli dziesięć lat. Bieganie to ich wielka pasja, czerpią z niego ogromną radość i niewyobrażalną satysfakcję. Z ich ust nigdy nie usłyszysz słowa skargi na warunki pogodowe czy biegowe dolegliwości takie jak ból czy złe samopoczucie. To prawdziwi twardziele, którzy zawsze dają z siebie sto procent. Startują od około sześciu lat wraz z siostrą Daną, biegową weteranką, która zaszczepiła w nich miłość do sportu. To właśnie Dana Zygmunt stała się ich aniołem stróżem po śmierci swojej matki Judith, która w przeszłości podjęła decyzję o adopcji obu chłopaków. I nieważne, że podczas zawodów Ryan i Noah zazwyczaj zamykają stawkę bądź docierają do mety na jednych z ostatnich pozycji – każdy ukończony wyścig stanowi ich indywidualne zwycięstwo. Za sobą mają setki startów i niezliczoną ilość uśmiechów i uścisków, którymi obdarowują napotykanych wzdłuż trasy kibiców. Ich entuzjazm jest zaraźliwy i tą bezpośredniością właśnie zaskarbili sobie tak wielką sympatię wśród lokalnej społeczności w Buffalo, z którą związani są na co dzień.

Fot. James P. McCoy/Buffalo News

Jimmy ukończył maraton w Nowym Jorku

Możliwości osób z zespołem Downa są nieograniczone, a do osiągnięcia wymarzonego sukcesu wystarczą chęci i zapał do treningów. O tym, jak spektakularne efekty można osiągnąć dzięki systematycznej pracy, przekonał się Amerykanin Jimmy Jenson, który w listopadzie 2013 roku jako pierwszy w historii biegacz z trisomią 21. pary ukończył maraton w Nowym Jorku. Pokonanie królewskiego dystansu 48-letniemu wówczas Jimmy’emu zajęło nieco ponad osiem godzin. I choć zmęczenie organizmu z każdą minutą coraz bardziej dawało się we znaki, to po przekroczeniu mety ostatkiem sił dopingował tych, którzy wciąż pozostawali na trasie, mierząc się ze swoimi słabościami. Wyzwania wraz z nimi podjęła się jego przyjaciółka Jennifer Davis, którą poznał 12 lat wcześniej przez Best Buddies International, organizację non-profit przeciwdziałającą społecznemu wykluczeniu osób z intelektualną niepełnosprawnością. Doświadczenie tej dwójki w kwestii biegania na tamten moment było zerowe. Zaczęło się od wspólnie przebiegniętych pięciu kilometrów, do których stopniowo dokładali kolejne metry. W tym czasie zaszła w Jimmym nie tylko przemiana fizyczna (schudł 30 kilogramów), ale przede wszystkim psychiczna, a próbą generalną przed nowojorskim startem okazał się dla obojga rozgrywany na wiosnę maraton w Los Angeles, przez który przebrnęli z powodzeniem.

Fot. bestbuddiesblog

Chris zrobił połówkę Ironmana

Chris Nikic do Ironmana 70.3 szykował się od dawna. Zmierzenie się z wyczerpującym nie tylko fizycznie ale i psychicznie dystansem, w skład którego wchodzi pływanie (1,2 mil), jazda na rowerze (56 mil) oraz półmaraton (13,1 mil), znalazło się na liście marzeń, które pragnął zrealizować przed ukończeniem 21. roku życia. 20-latek pochodzi z Florydy, jest zawodnikiem Olimpiad Specjalnych. To wielki pasjonat gry w golfa, którą równolegle łączy z pływaniem, koszykówką, jazdą na rowerze. Z triathlonem po raz pierwszy zetknął się w wieku 16 lat. Ta wymagająca wszechstronności, wytrzymałości i niebywałej odporności na ból dyscyplina znacząco wpłynęła na poprawę jego intelektualnych możliwości. Chris na swoim koncie ukończonych miał sześć triathlonów sprinterskich oraz jeden olimpijski. Jego ambicje i marzenia sięgały jednak znacznie dalej. Dotychczas żadna osobie z zespołem Downa nie zdołała ukończyć połówki Ironmana i tego zadania zamierzał się właśnie podjąć. Przed tygodniem w Clermont na Florydzie w końcu dopiął swego. Pokonanie dystansu 70.3 mil zajęło chłopakowi 8 godzin i 25 minut. Możemy być pewni, że jeszcze nieraz będzie o nim głośno.

Fot. Chris Nikic/Instagram

Spektakularna transformacja Collina

Mimo, że Collin Clarke urodził się z zespołem Downa, nie bał się podejmować trudnych wyzwań. Pewnego dnia zapragnął zostać kulturystą, aby móc startować w zawodach. Pod to pragnienie całkowicie podporządkował swój rytm dobowy. Restrykcyjna dieta i treningowy reżim przyniosły spektakularne efekty. Dzięki ciężkiej pracy i nieocenionemu wsparciu swojego zespołu przeszedł niebywałą metamorfozę, gubiąc w ciągu zaledwie sześciu miesięcy niemal 30 kilogramów. Collin przeistoczył się z pogrążonego w depresji chłopaka z nadwagą, któremu groziła cukrzyca, w umięśnionego, świadomego swoich atutów i tryskającego energią mężczyznę. Dzięki regularnym treningom odzyskał radość z życia, podbudował poczucie własnej wartości i zapozował w swoich pierwszych w życiu zawodach kulturystycznych, o czym marzył od dawna. Dziś poza sportem mężczyzna udziela się jako mówca motywacyjny, a także jest twarzą działającej na zasadzie non-profit organizacji Collination, którą powołał do życia z myślą o osobach z niepełnosprawnością posiadających podobnie jak on cele oraz marzenia.

Fot. collination.org

Caroline i jej czarny pas w judo

Caroline Filion ma 46 lat i pochodzi z Baie-Saint-Paul (Kanada). Na kartach sportowej historii zapisała się jako pierwsza zawodniczka z zespołem Downa, która sięgnęła po czarny pas w judo. Na sukces ten pracowała bardzo ciężko, do końcowego egzaminu sumiennie przygotowywała się przez długie tygodnie. Godzina „zero” wybiła 18 maja 2019 roku. Tego dnia właśnie stawiła się przed specjalną komisją, która zweryfikowała nabyte przez nią umiejętności. Podczas egzaminu, który dostosowany został do fizycznych możliwości jej organizmu, zaprezentowała się bezbłędnie. W takich okolicznościach decyzja o przyznaniu czarnego pasa stanowiła jedynie czystą formalność. „Jestem z niej bardzo dumny. To, co osiągnęła, jest czymś wyjątkowym”  – powiedział  po wszystkim główny egzaminator Jacques Côté.

Screen: cimtchau.ca

Chelsea podbija nie tylko gimnastyczne sale

Bardzo długo idealnej dla siebie dyscypliny poszukiwała Chelsea Werner. Pewnego dnia trafiła do sekcji gimnastyki, co było strzałem w dziesiątkę, mimo że przez dobrych kilka lat zwykła plasować się w zawodach pod koniec stawki. Przełom nastąpił w 2012 roku, kiedy to triumfowała w organizowanych przez Olimpiady Specjalne mistrzostwach kraju, nie mając równych sobie jeszcze przez trzy kolejne edycje. Tego samego roku otrzymała też zaproszenie na historyczne mistrzostwa świata w Londynie, z których powróciła z kompletem złotych krążków. Trzy lata później podczas czempionatu we włoskiej Mortarze powiększyła ten dorobek o cztery złota oraz jedno srebro, a jej umiejętności zaimponowały samej Nadii Comăneci, najlepszej rumuńskiej gimnastyczce lat 70. i 80. Wraz ze wzrostem ilości medali proporcjonalnie wzrastało zainteresowanie osobą Chelsea przez wielkie koncerny. Została twarzą Procter & Gamble, podpisała kontrakt z nowojorską agencją We Speak, o współpracę z nią pokusił się H&M. Amerykanka ma za sobą również efektowne przejście po wybiegu podczas New York Fashion Week. Swoją obecnością zaszczyciła premierę filmu „Unbroken” w słynnym Kodak Theatre w Hollywood, podczas której o zapozowanie do wspólnego zdjęcia poprosił ją sam… Brad Pitt.

Screen: YouTube

Lucas zmierzył się z Dakarem

Rajd Dakar to największe i zarazem najtrudniejsze wyzwanie w świecie motosportu, zarezerwowane wyłącznie dla prawdziwych twardzieli, którym niestraszne są wszelkie niedogodności takie jak upały, unoszący się w powietrzu kurz i piasek czy też czyhające na niemal każdym kroku niebezpieczeństwa. Start w tym wyścigu to ogromne obciążenie dla organizmu, okupione setkami godzin przygotowań i testów, za którymi stoją horrendalne pieniądze. Nowy rozdział w ponad 40-letniej historii rajdu napisał przed rokiem Peruwiańczyk Lucas Barron, pierwszy pilot z zespołem Downa. Uczestnictwo w tym wyścigu stanowiło jedno z największych, niespełnionych dotąd marzeń 25-latka, który będąc jeszcze małym chłopcem z zaciekawieniem przypatrywał się swojemu ojcu Jacquesowi mknącemu na motocyklu przez pustynne wydmy. Ojciec chłopaka, doskonale zna specyfikę tych zawodów. Dotychczas w Dakarze startował pięciokrotnie, za każdym razem ścigał się na motocyklach. W swoim rodzinnym kraju duet ten zaprezentował się w kategorii pojazdów lekkich UTV. Nie dojechali do mety, ale zyskali całą masę pięknych wspomnień i doświadczeń, które z pewnością zaprocentują podczas kolejnych, równie ekscytujących wspólnych wypraw.

Screen: YouTube

error: Nasze materiały chronione są prawem autorskim! Kopiowanie ich i rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione! - paraSPORTOWCY.PL