W St. Moritz rozegrano w dniach 19-21 grudnia ostatnie tegoroczne zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Michał Gołaś z przewodnikiem Kacprem Walasem powrócą ze Szwajcarii z brązowym krążkiem wywalczonym w zmaganiach w slalomie gigancie.
W ostatnich w sezonie pucharowych zawodach zaplanowane zostały starty w trzech konkurencjach. Na inaugurację światowa czołówka narciarstwa alpejskiego stanęła do walki w slalomie gigancie. Michał Gołaś z przewodnikiem Kacprem Walasem po pierwszym przejeździe zajmowali z czasem 1:03,44 drugie miejsce, tracąc do austriackiego duetu Johannes Aigner/Nico Haberl 0,45 s. Tuż za Polakami ze stratą 0,14 s plasowali się reprezentujący Włochy Giacomo Bertagnolli oraz Andrea Ravellim.
W drugiej rundzie Biało-Czerwoni nie zdołali utrzymać zajmowanej po półmetku lokaty. Pojechali o sekundę wolniej, podczas gdy ich najgroźniejsi rywale poprawili swoje wyniki. Na finiszu osiągnęli 2:07,88, co wystarczyło do brązu. Złoto w piątek wywalczyli Bertagnolli z Ravellim (2:05,74), natomiast Aignerowi z Haberlem przypadło srebro (2:05,90).
W rozgrywanej w sobotę drugiej odsłonie slalomu giganta Gołaś z Walasem sklasyfikowani zostali tuż za podium. Ich strata do brązowego medalu wyniosła 3,40 s. Ponownie w tej specjalności zatriumfowali Bertagnolli z Ravellim, którzy zwycięstwo przypieczętowali rezultatem 2:05,11 . Srebrny krążek powędrował do duetu Kanady, Kalle Ericssona i Siery Smith (2:05,41). Na trzeciej pozycji znaleźli się z kolei Aigner i Haberl (2:06,00).
Ze sporym niedosytem nasi reprezentanci zakończyli niedzielne zmagania w slalomie. Gołaś z Walasem zanotowali kapitalny pierwszy przejazd, a wynik 47,69 s pozwolił im objąć prowadzenie z przewagą ponad trzech sekund nad resztą stawki. W decydującym rozdaniu Biało-Czerwoni nie wystrzegli się błędów, a ich styl jazdy zaowocował nieukończeniem konkurencji. Ze złota ostatecznie cieszyli się Aigner z Haberlem (1:39,10). Srebro trafiło do Ericssona i Smith (1:41,26), a na najniższym stopniu podium stanęli chińscy zawodnicy XingDong Wang i Zhicheng Chen (1:46,58).
_____
Fot. Marko Vanovsek


