Na dzień przed zakończeniem mistrzostw świata na koncie biało-czerwonej reprezentacji znajduje się trzynaście krążków: dwa złote, cztery srebrne oraz siedem brązowych, co w stawce 63 krajów aktualnie plasuje ich w tabeli medalowej na 16. lokacie. Po zwycięstwo pewnie zmierzają Chińczycy posiadający w swoim dorobku 53 trofea (23-21-9). Czwartkowy wieczór bez wątpienia należał do Jagody Kibil oraz Daniela Peka, którzy powiększyli polski dorobek o srebrny oraz brązowy kruszec.

Znakomicie na bieżni wypadła Jagoda Kibil, która przed rokiem w Berlinie sięgnęła po tytuł mistrzyni Europy. 20-letnia zawodniczka na arenie mistrzostw świata zadebiutowała przed dwoma laty i choć w Londynie nie zdołała jeszcze stanąć na podium, to swoim wielkim hartem ducha i równie wielkim do sportu sercem z miejsca podbiła serca kibiców. W tym sezonie Kibil nie startowała na 200 metrów (T35), więc jej dyspozycja na tym dystansie stanowiła wielką niewiadomą. Nasze obawy o jej formę na szczęście nie były uzasadnione. Polka w finale pobiegła naprawdę świetnie, a wynikiem 32,15 s o ponad 0,7 s rozprawiła się ze swoim dotychczasowym rekordem życiowym. Poza zasięgiem rywalek (łącznie wystartowało pięć pań – przyp. red.) okazała się Brytyjka Maria Lyle, która jako jedyna zeszła poniżej 31 sekund – 30,33 s. Z brązu cieszy się kolei Włoszka Oxana Corso (33,25 s).

Równie wielu emocji dostarczył polskim kibicom finałowy bieg na 1500 metrów (T20) z udziałem dwóch naszych reprezentantów. Ogromne medalowe nadzieje wiązano z występem Daniela Peka, który podczas igrzysk paraolimpijskich w Londynie oraz Rio de Janeiro zgarnął w tej konkurencji wicemistrzowski tytuł. Brązowy medalista ubiegłorocznych mistrzostw kontynentu w stu procentach zrealizował pokładane w jego osobie oczekiwania. Przez większość dystansu starał się trzymać w środku stawki, mając niewielką stratę do znajdujących się na czele 14-osobowej stawki biegaczy. Na ostatnim okrążeniu Polak wyraźnie przyspieszył, wpadając na metę z najlepszym w sezonie wynikiem 3:58,33 min ostatecznie dającym mu brązowy kruszec. Triumfował Rosjanin Aleksander Rabotyńskij (3:57,28 min) przed Portugalczykiem Sandro Patricio Correia Baessą (3:57,84 min), a jedenastą lokatę z rezultatem 4:07,62 min wywalczył Sylwester Jaciuk.

Tuż za podium mistrzostw świata w łączony konkursie klas T42/63 uplasował się w skoku wzwyż Łukasz Mamczarz, powtarzając tym samym osiągnięcie z 2017 roku z Londynu. Zawodnik gorzowskiego Startu może być zadowolony ze swojej postawy na skoczni z dwóch co najmniej powodów. Za jego sprawą Polska może liczyć w tej konkurencji na dodatkowe miejsce podczas przyszłorocznych igrzysk paraolimpijskich, a przy okazji wynikiem 1,80 m nasz zawodnik wyrównał rekord sezonu. Konkurs stał na bardzo wysokim poziomie, a swoje aspiracje do medalowych pozycji potwierdziło dziewięciu panów. Po mistrzowski tytuł okraszony nowy rekordem mistrzostw (1,86 m) sięgnął Amerykanin, Sam Grewe, zostawiając w pokonanym polu m.in. Hindusów, Sharad Kumar (1,83 m) i Mariyappan Thangavelu (1,80 m), którzy rozstrzygnęli między sobą losy srebrnego oraz brązowego krążka.

Siódmą pozycję w gronie dwunastu miotaczy zajął ostatecznie Michał Głąb. Polak był dziś daleki od swojego tegorocznego rekordu życiowego wynoszącego 10,49 m. Najdalsze w konkursie pchnięcie oddał w szóstej kolejce, osiągając w niej 9,36 m. Mistrzem świata w pchnięciu kulą w kat. F33 został Rosjanin Aleksandr Chrupin, któremu w ostatniej próbie zmierzono 11,21 m. Siedem centymetrów słabszy wynik uzyskał Algierczyk Kamel Kardjena cieszący się przy okazji z nowego rekordu Czarnego Lądu. Brąz powędrował do Irańczyka Mohammadrezy Ahmadiego, którego od srebra dzieliło pięć centymetrów.

W piątek czekać nas będą ostatnie finały z udziałem biało-czerwonych, w których zobaczymy m.in. Sabinę Szymańską-Stenkę, Barbarę Bieganowską czy Justynę Franieczek. Trójka ta w komplecie przebrnęła przez dzisiejsze eliminacje 400 metrów (T20), zajmując w nich po zsumowaniu czasów z wszystkich serii odpowiednio piątą, szóstą oraz ósmą lokatę.

————

Fot.: Bartłomiej Zborowski/Polski Komitet Paraolimpijski.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here