Jeśli sobota była dniem ostrożnego optymizmu, niedziela przyniosła zimny prysznic. Natalia Siuba-Jarosz odpadła w półfinale snowboard cross, Błażej Bieńko skończył siódmy w biegu na 12,5 km, a Paweł Gil znów zapłacił wysoką cenę za kłopoty na strzelnicy. Biało-czerwoni walczyli – ale tego dnia trasa i tarcze były bezlitosne.
Natalia Siuba-Jarosz weszła do niedzielnych pucharów z miejsca jedenastego w eliminacjach. W systemie pucharowym snowboardcrossu każdy przejazd to osobna historia – eliminacje przestają mieć znaczenie, liczy się tylko to, co dzieje się teraz, na tej konkretnej trasie.
W walce o półfinał Polka trafiła na trudną grupę. Japońska mistrzyni Eri Sakashita wygrała swój serię z przewagą ponad sekundy nad Amerykanką Jaclyn Hamwey, Kanadyjka Sandrine Hamel finiszowała trzecia. Siuba-Jarosz przejechała trasę z prawie trzydziestosekundową stratą do prowadzącej – i zajęła czwarte, ostatnie miejsce w grupie. Paralimpijski debiut Polka kończy ostatecznie na jedenastej lokacie.
Finał wygrała Francuzka Cecile Hernandez przed Amerykanką Kate Delson i Chinką Xinyu Wang. To zawodniczki, które przez cały turniej operowały w innym wymiarze czasowym – i potwierdziły to złotem, srebrem i brązem.
Bieńko: strzelnica wzięła swoje
Na trasie w Tesero słoneczna, wiosenna pogoda – dwanaście stopni na plusie, suchy śnieg – stworzyła idealne warunki do biegu. Błażej Bieńko z przewodnikiem Michałem Lańdą ruszył na dystans 12,5 km z kapitałem zbudowanym dzień wcześniej: sobotni sprint zakończyli bez żadnej kary. Dziś ta passa się skończyła.
W trzeciej serii strzeleckiej Bieńko pudłował raz – jedna kara minutowa, która natychmiast zepchnęła go w dół klasyfikacji. W czterech seriach łącznie zaliczył 19 trafień na 20 możliwych, co w skali całego biegu jest wynikiem przyzwoitym, ale w biathlonie jeden chybiony strzał potrafi zdecydować o wszystkim. Czas biegu wyniósł 35:57.6, po doliczeniu kary – 36:57.6. Wynik ten ostatecznie dał siódme miejsce.
Gil: pudła znów kosztują
Paweł Gil z przewodnikiem Radosławem Koszykiem przeżyli najtrudniejszy dzień spośród wszystkich polskich startujących. Na trasie biegowej Polak trzymał się w środku stawki – czas biegu 36:29.8 plasował go na dziesiątej pozycji w samym biegu. Problem, jak w sobotę, leżał na strzelnicy.
Cztery serie, sześć pudeł łącznie – po dwa w pierwszej próbie, po dwa w drugiej, jedno w trzeciej i jedno w ostatnim podejściu strzeleckim. Sześć dodatkowych minut dołożonych do czasu biegu dało wynik końcowy 42:29.8 i dwunaste miejsce. To bolesna arytmetyka: bez kar Gil finiszowałby z wynikiem 36:29.8 i walczyłby o miejsca w pierwszej ósemce.
Zestawienie obu polskich biathlonistów w tej chwili pokazuje wyraźny obraz: Bieńko ma lepszą precyzję, Gil – potencjalnie szybszy bieg. Gdy te dwa elementy zaczną działać jednocześnie, wyniki będą inne.
Zwyciężył, Chińczyk Dang Hesong, który przebiegł trasę w 32:30.4 z kompletem trafień. To była klasa nie do dorównania dla nikogo w tej stawce – nawet Ukraińcy, którzy zdominowali czołówkę, kończyli ze stratą ponad minuty do lidera.
______
Fot. Bartek Syta/Polska Fundacja Paraolimpijska/Robert Szaj


