Sukienki mieniące się wszystkimi kolorami tęczy, gorące rytmy latino oraz bardziej stonowane standardy to środowisko, w którym na co dzień obraca się Joanna Reda. 26-latka na parkiecie spędziła większość swojego życia, a setki godzin poświęconych na szlifowanie kolejnych układów zaoowocowały niezliczoną ilością medali przywiezionych z turniejów odbywających się w najodleglejszych zakątkach świata. Jej największe pragnienie? Zdobyć medal igrzysk paraolimpijskich. To marzenie daje jej siłę i motywację, by podczas treningów dawać z siebie nie 100, a 110%.

Paulina Królak: Podczas październikowych mistrzostw świata w Malle wraz z Pawłem Karpińskim wywalczyliście dwa brązowe medale – w duo standard II i duo latin II. Jesteś w pełni usatysfakcjonowana z Waszego występu czy odczuwasz może lekki niedosyt?

Joanna Reda: Jestem zadowolona z medalowych pozycji, choć nie ukrywam, że liczyliśmy na wyższą lokatę. Konkurencja była bardzo ostra, ponieważ na parkiecie spotkały się najlepsze pary z całego świata. Nigdy też do końca nie wiadomo, jakie nowe pary pojawią się na turnieju i w Malle tak właśnie było. Para z Meksyku miała inny styl niż nasz i przypuszczam, że właśnie ta odmienność zdecydowało o ich wyniku.

P.K.: Z Pawłem tańczycie razem od ponad dekady. Z którego trofeum wywalczonego wspólnie jesteś najbardziej dumna?

J.R.: Najważniejsze są dla nas medale mistrzostw świata oraz Europy, choć te z mniejszych turniejów liczą się równie mocno, ponieważ potwierdzają naszą przynależność do światowej czołówki. Najbardziej dumna jestem ze zdobytego w 2010 roku mistrzostwa świata w stylu standardowym, wywalczonego w 2016 roku w Koszycach mistrzostwa Europy w stylu latynoamerykańskim oraz z dwóch brązowych medali, po które sięgnęliśmy w obu tanecznych stylach podczas ubiegłorocznych mistrzostw globu w Malle.

P.K.: Poza występami w międzynarodowych zawodach macie również za sobą udział w 5. edycji „Mam Talent”. Jak z perspektywy czasu wspominasz występ w tym programie?

J.R.: Było to dla nas nowe wyzwanie. Zdarzało nam się występować na różnych scenach, lecz nigdy wcześniej nie braliśmy udziału w programie tego formatu. Przede wszystkim chcieliśmy zaprezentować szerszej publiczności nasz taniec (dwóch osób na wózkach). Pokazać, jak bardzo taniec jest dla nas ważny. Poza tym równie ciekawym doświadczeniem było poznanie wielu utalentowanych ludzi.

P.K.: Jak działa na Ciebie publiczność? Jej obecność na trybunach mobilizuje Cię czy raczej stresuje?

J.R.: Kiedy wychodzę na parkiet, tańczę dla zaspokojenia swojej chęci pokazania mojej interpretacji tańca i uwielbiam, gdy widownia wypełniona jest po brzegi. Często parkiet usytuowany jest tak, że mogę zatańczyć bardzo blisko publiczności. Staram się wtedy nawiązać z nią kontakt, dostrzec w oczach oglądających zainteresowanie tym, co prezentuję. Szczególnie na międzynarodowych turniejach ważny jest dla mnie doping naszej drużyny, choć zdarza się także, że słyszę okrzyki: „Joanna, Poland, Polska” od zawodników z innych krajów. To jest bardzo miłe, dodaje sił i mobilizuje. Stres pojawia się u mnie bezpośrednio przed wyjściem na parkiet, potem już o nim nie myślę, tylko… tańczę.

P.K.: „Kiedy jestem na międzynarodowym turnieju to wiem, że oprócz tego że jestem zawodnikiem jestem także reprezentantem swojego kraju”. To słowa, które można przeczytać w jednym z Twoich postów zamieszczonych na Facebooku. Co znaczy dla Ciebie start z orzełkiem na piersi?

J.R.: To dla mnie wielki zaszczyt móc reprezentować kraj, z którego pochodzę. Biało-czerwone barwy zobowiązują do godnego zachowania nie tylko na parkiecie, lecz także poza nim. Kiedy jeszcze nie byłam w kadrze Polski, patrzyłam z zazdrością na innych zawodników z klubu, którym było już dane tego doświadczyć. Pragnęłam tak jak oni znaleźć się w tym gronie i móc założyć dres z orzełkiem na piersi. Najwspanialszym momentem dla mnie jest zawsze ten, kiedy słucham Mazurka Dąbrowskiego. Czuję wtedy ogromną dumę z danej nam możliwości reprezentowania Polski w kraju i za granicą.

P.K.: Podczas wyjazdów na turnieje towarzyszą Ci rodzice, najwięksi Twoi kibice. Za co najbardziej jesteś im wdzięczna?

J.R.: Przede wszystkim za okazywane mi wsparcie podczas wyjazdów i turniejów, w tym także za fizyczną pomoc, jaką oferują nie tylko mnie, ale także w miarę możliwości pozostałym zawodnikom z naszej drużyny. Podczas zawodów to głównie moi rodzice zajmują się rejestracją naszych występów poprzez fotografowanie czy nagrywanie filmów. Pamięć bowiem bywa ulotna, a dzięki temu mam swoje występy i innych zawodników w domowym archiwum, do których to zresztą często wracam.

P.K.: Bliższe Twojej naturze są standardy czy rytmy latino?

J.R.: Najbliższy memu sercu jest styl latynoamerykański, choć lubię też standard. Żywiołowa muzyka porywa mnie, daje radość i chęć do zabawy. Pozwala też często zapomnieć, że rywalizuję z innymi tancerzami. Oba style taneczne bardzo się od siebie różnią, nie tylko tempem. W standardzie kobieta jest damą. Łacina natomiast jest bardzo energetyczna, cechuje się dużą dynamiką.

P.K.: Czym dla Ciebie jest taniec?

J.R.: Taniec daje mi możliwość wyrażania całego wachlarza emocji – od radości, zabawy i miłości po walkę czy też gniew. W tańcu towarzyskim podoba mi się zmienność rytmów w poszczególnych jego rodzajach oraz to, że każdy z nich ma zupełnie inny charakter. Tę różnorodność własnie staram się pokazać na parkiecie. Poza parkietem taniec jest doskonałym impulsem do poznania nowych ludzi. Wystarczy kilka obrotów,  lekki uśmiech, by w ten właśnie sposób powiększył się krąg moich znajomych.

P.K.: Kto szyje dla Ciebie taneczne stroje?

J.R.: Wstępny projekt każdej z sukienek wykonuje moja mama. Potem jedziemy do profesjonalnej pracowni krawieckiej, gdzie przygotowuje się sukienki na turnieje przede wszystkim wygoda, by nic nie wkręciło się w koła od wózka. Z panią Basią utrzymujemy kontakt już około 10 lat. Zna mnie ona dobrze i wie doskonale, w jakim fasonie sukienki będę się najlepiej prezentować. Z racji tego, że koszty materiałów, kamieni i samego szycia są bardzo wysokie, nie mogę sobie pozwolić na tak częste zmiany kreacji, jak bym chciała.

P.K.: Ile godzin na co dzień spędzasz w sali treningowej? Jak ten czas przedstawia się w liczbach w okresie intensywnych przygotowań do wielkich turniejów?

J.R.: Przeważnie trenujemy 2 razy w tygodniu po 2 godziny. Przed ważnymi turniejami z kolei treningi odbywają się prawie codziennie.

P.K.: Jakie komponenty podlegają wnikliwej ocenie sędziowskiej podczas turniejów tanecznych? Do jakich elementów należy przywiązywać największą wagę, by zyskać w oczach sędziów?

J.R.: Kryteria oceny par tanecznych poruszających się na wózkach są takie same jak na turniejach par w pełni sprawnych. Podczas tańca ocenie podlegają m.in.: poczucie rytmu u pary/tancerza, zgranie pary, prezencja, technika jazdy na wózku. Ocena sędziowska tańca na wózkach jest bardzo trudna, stąd też prowadzone są cykliczne szkolenia sędziów.

P.K.: Skąd czerpiesz inspiracje do tworzenia kolejnych układów? Ile czasu musi minąć, zanim powstały w głowie pomysł zostanie wcielony w życie?

J.R.: Za układanie choreografii do poszczególnych tańców odpowiedzialny jest pan Włodzimierz Ciok, pełniący funkcję trenera kadry Polski. Sama też często oglądam filmiki z turniejów sprawnych tancerzy w internecie i zdarza mi się, że adaptuję i wprowadzam do swojego tańca część z figur wykonywanych podczas ich występów. Czas wyćwiczenia danej figury uzależniony jest od stopnia jej skomplikowania.

P.K.: Co poza sportem daje Ci największą frajdę?

J.R.: Poza tańcem lubię śpiewać, choć teraz robię to wyłącznie hobbystycznie. Uwielbiam także podróżować. Podczas wyjazdów związanych z turniejami, o ile tylko czas pozwala, staram się wygospodarować kilka chwil, by zobaczyć okolicę.

P.K.: Do czego masz największą słabość?

J.R.:  Bez wątpienia do przepysznych owoców morza 😉

P.K.: Na co dzień jesteś studentką psychologii. Czy z tym zawodem zamierzasz wiązać swoją przyszłość?

J.R.: Dokładnie tak. To jest dyscyplina, w której chciałabym się realizować. Moim marzeniem jest zajmować się psychologią sportu dla osób niepełnosprawnych.

P.K.: Co sprawia, że każdego ranka masz ochotę wstać z łóżka?

J.R.: To przede wszystkim obowiązki do wykonania, ale także nowe wyzwania związane ze startami w zawodach i turniejach. Bardzo lubię przebywać z ludźmi, zarówno na uczelni, czy też na zawodach. Gdy czasem brak mi energii, to spotkania i rozmowy z ludźmi „ładują moje akumulatory”.

P.K.: W rozmowach wielokrotnie podkreślałaś, że Twoim marzeniem jest wystąpić na igrzyskach paraolimpijskich i zdobyć na nich medal. To marzenie ma szansę spełnić się (jeśli dobrze pójdzie) w 2024 roku. Taniec na wózkach jest bowiem jedną z dyscyplin, która w Paryżu ma szansę na debiut. Lepszej informacji na koniec 2017 roku chyba nie można było się spodziewać?

J.R.: To wspaniała wiadomość! Jako tancerze mamy pełną świadomość, że jest to dopiero początek drogi w całym procesie kwalifikacji, lecz już sama nominacja jest dużym wydarzeniem i ma dla nas ogromne znaczenie. Staramy się pokazać, że jesteśmy silni i gotowi do wejścia w struktury sportów paraolimpijskich. Mam cichą nadzieję, że zdrowie pozwoli mi dotrwać w szeregach kadry Polski to tego ekscytującego wydarzenia.

P.K.: Jakie cele stawiasz przed sobą na kolejny rok?

J.R.: W okresie świąt wielkanocnych startujemy w turnieju Pucharu Świata w Holandii. W maju z kolei mamy turniej w Niemczech, w czerwcu natomiast czekać nas będą mistrzostwa Polski. Następnie podczas zgrupowania kadry narodowej w Wiśle szlifować będziemy formę przed mającymi się odbyć jesienią mistrzostwami Starego Kontynentu. Podczas tych mistrzostw celować będziemy w podium. Pod koniec roku chciałabym wyjechać na turniej na Maltę. W 2018 roku chciałabym pokazać, że wciąż jestem w stanie utrzymywać się w ścisłej światowej czołówce.

***

Sezon rozliczeń podatkowych w pełni. Jeśli nie podjęliście jeszcze decyzji, z kim podzielicie się 1% swojego podatku, możecie przekazać go dla Joanny. Poniżej komplet informacji:

Fundacja AVALON

KRS: 0000270809

Dopisek: Reda, 68

————

Fot.: Jacek Reda.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here