Już tylko godziny dzielą nas od rozpoczęcia dziewiątej edycji międzynarodowego turnieju w rugby na wózkach Mazovia Cup 2019. To świetna okazja, aby poznać walecznych sportowców, którzy pomimo licznych obowiązków z sukcesami realizują swoje sportowe pasje.

Izabela Sopalska-Rybak

Iza o chorobie dowiedziała się w wieku 19 lat, a czas załamania się wiadomością trwał jedynie… 3 godziny. Nie jest to bynajmniej przypadek. Ona po prostu taka już jest. Niezłomna, waleczna, twardo stąpająca po ziemi i pełna zarażającego innych śmiechu. Sport od zawsze był jej marzeniem, a wózek bynajmniej nie stanął na drodze do jego realizacji. Wizja kariery nauczycielki WF-u zeszła na dalszy plan, gdy los podsunął Izie propozycję treningów w drużynie rugby Four Kings. Słyszeliście opinię, że to sport tylko dla mężczyzn? Nieprawda, Iza radzi sobie wśród męskich zawodników jak Ryba(k) 😊 w wodzie. Oprócz boiska podejmuje szereg akcji społecznych zorientowanych na kształtowanie odpowiednich reakcji społecznych wobec niepełnosprawności, jest Prezeską Fundacji Kulawa Warszawa, inicjatorką wielu projektów takich jak wystawa fotograficzna Wspólny cel – WYGRAĆ!, przedstawiająca sportowców z niepełnosprawnościami, JEDNA KOPERTA = JEDEN SAMOCHÓD, koordynatorką akcji „Przychodzi baba do lekarza” traktującej o braku dostępności gabinetów ginekologicznych dla kobiet z niepełnosprawnością.

Dominik Rymer

Sportowiec z powołania, z rugby na wózkach związany jest od ok. dwudziestu lat. Wspominając pierwsze treningi podkreśla, że gdy początkowo koledzy wyprzedzali go w manewrach kilkukrotnie, miał przeczucie, że nie jest to dyscyplina dla niego. Prawdopodobnie porzuciłby ten sport, gdyby dzięki sugestiom bliskich nie postanowił dać mu drugiej szansy. Jak pokazała przyszłość, była to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu. Mimo, że w swojej karierze zdobył również mistrzostwo Polski w szpadzie i wicemistrzostwo we florecie w szermierce na wózkach, ostatecznie odnalazł się w drugiej ze sportowych pasji. Dziś Dominik jest jednym z najlepszych zawodników rugby na wózkach nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Pasją do sportu zaraża również podopiecznych Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, w której realizuje się zawodowo. Na boisku jest wyjątkowo zacięty, nie usprawiedliwia błędów oraz potknięć i z roku na rok wymierza sobie i kolegom z drużyny coraz to wyższe poprzeczki. Zawodnik nie ukrywa, że zderzenie nowych twarzy Four Kings z zaprawionymi w boju rugbistami jest szczególnym wyzwaniem w trakcie rozgrywek. W wywiadach przyznaje, że rozwój i popularyzacja rugby na wózkach w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Niemniej jednak podkreśla, żeby doceniać fakt, że jesteśmy w stanie zaznaczyć swoją obecność na arenie międzynarodowej. Wizerunek Dominika na plakacie promującym Mazovia Cup 2019 wydaje się wyjątkowo trafnie oddawać jego osobowość. Nic dodać, nic ująć. Profesjonalizm, zaciętość i walka na najwyższym poziomie.

Bartosz Zielski

Przygoda Bartosza z rugby na wózkach zaczęła się w 1997 r., dokładnie w tym samym czasie, gdy dyscyplina ta była w historii polskiego parasportu w fazie powstawania. Miał wtedy 18 lat i już od pierwszych treningów poczuł, że jest w swoim żywiole. Gdy wyjazd na Mistrzostwa Europy o mały włos nie zbiegł się z terminem matury, oznajmił najbliższym, że jeśli ma wybierać pomiędzy Mistrzostwami a egzaminem dojrzałości, wybierze to pierwsze. Sytuacja była świetnym zwiastunem tego, jaką osobowość zachowuje po dziś dzień. Każdy cel realizuje wyjątkowo konsekwentnie powtarzając, że podstawą w zmaganiach sportowych jest zasada kolejnego meczu. Na czym ona polega? Mowa o próbie nierozdrabniania na kawałki popełnionych błędów i nie przeżywania ich bez końca, bo jeśli to zaprząta umysł sportowca w kolejnej rozgrywce, to osiąga on podwójną stratę. Poznając Bartka nie sposób nie zauważyć, że oprócz bycia sportowcem, jest świetnym mentorem. Widzi nie tylko technikę, ale też psychologiczną stronę sportu. Po kilkunastu latach bycia zawodnikiem, od 2013 r. przez kilka lat pełnił rolę trenera drużyny Four Kings. Wziął na siebie wyzwania m.in.: ustabilizowania napiętej atmosfery po dynamicznych zmianach w zespole, poszukiwania kompromisu w integracji odmiennych osobowości zawodników i motywowania ich do skupienia na wspólnej grze bardziej niż personalnej interpretacji problemów. W rozmowie z nami dzieli się życiową prawdą o tym, że kiedy grasz w bólu i ze słabą formą ciała, koncentrujesz się na przetrwaniu, nie na celu. Podkreśla tym samym, jak ważna jest praca nad własnym zdrowiem i kondycją jako etap rozwoju w karierze parasportowej. Po kilkuletnim doświadczeniu trenerskim Bartosz Zielski powrócił do funkcji zawodnika wymierzając sobie kolejne ambitne cele. W ostatnim czasie był m.in. tymczasowym trenerem niemieckiej drużyny z Hamburga, a obecnie jest w trakcie zdobywania kwalifikacji unikatowych w skali światowej. Obserwując sportową postawę Bartka, który przyznaje, że odkąd pamięta, rugby nigdy nie spadło poniżej trzeciego miejsca w jego życiowej hierarchii, możemy nauczyć się jednego: „Jeśli czujesz, że to właśnie realizacja tego celu definiuje Twoją osobowość, pamiętaj, że dążenie do niego to więcej niż rekreacyjne aktywności, to ciężka praca i liczne poświęcenia. Nagrodą jest jakość życia i kształtowanie osobowości na poziomie, o którym większość bezczynnie potrafi tylko marzyć. Tylko od Ciebie zależy, czy przy potknięciach na swojej drodze za szybko zaszufladkujesz się jako przegrany, czy schowasz dumę do kieszeni i na fundamencie pomyłek zbudujesz dojrzalszą i szczęśliwszą wersję siebie”.

Maciej Bartniak

Przygoda Maćka Bartniaka z rugby rozpoczęła się od spotkania z Dominikiem Rymerem w Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. Wbrew temu, że większość zawodników wspomina początki jako trudne, Maciej uważa je za przyjemne. Poważniejsze wyzwania miały nadejść później. Jednym z nich było poczucie presji na osiągnięcia z powodu najwyższej sprawności w drużynie (3,5 pkt). „Kiedy ma się poczucie wysokich oczekiwań, niekiedy wywołuje to odwrotny do zamierzonego skutek” – przyznaje. Sam ocenia się surowo i uważa, że jego rozwój sportowy przebiegał wolniej, aniżeli tego oczekiwał. Patrząc z boku ma się jednak inne wrażenie. Był członkiem młodej kadry narodowej, później poprzez pracę zawodową ograniczył się do drużyny Four Kings, ale stawia sobie coraz to wyższe cele. Mistrzostwa Polski, chęć zaznaczenia obecności na arenie międzynarodowej, m.in. w Danii w 2020 r. i bardziej strategiczna rola na najbliższym Mazovia Cup w stosunku do minionych. Dużym przełomem w postępach okazał się dla Maćka zakup nowego wózka, manewry nareszcie stały się bardziej płynne i komfortowe, wcześniej grał na praktycznie rozpadającym się sprzęcie. Warto tu przypomnieć, że rugby to bardzo drogi sport, koszt jednego wózka do gry to wydatek rzędu 40 tysięcy złotych. Kilka lat temu korzystano z dofinansowania, teraz takie możliwości odeszły w zapomnienie. Pytany o to jaki element gry wymagał od niego szczególnie dużej ilości treningu, wymienia wjazd na strefę. To jedna z tych sytuacji na boisku, gdy rzeczywistość często odchyla się od schematu, należy mieć oczy dookoła głowy i poza pilnowaniem ustalonego ustawienia zawodników umieć elastycznie dostosować się do zaistniałych odchyleń od planu. Zwiększenie kondycji pozwoliło jednak młodemu zawodnikowi nauczyć się zachowywać skupienie nawet w trakcie dynamicznych i nieprzewidzianych warunków gry. Poza sportowa pasją Maciej Bartniak jest także twórczą ręką Klubu Four Kings – tworzy grafikę, plakaty oraz filmy promocyjne. No i na koniec najciekawsze, dzięki rugby Maciek poznał swoją drugą połówkę – byłą zawodniczkę drużyny. Trzymamy za niego mocno kciuki!

Tomasz Witkowski

Już przed wypadkiem w 2006 r. sport stanowił część jego życia, grał w siatkówkę. Ciężko było pogodzić się z utratą ważnej części siebie. Motywację przywróciła gra w rugby na wózkach, z którą zaprzyjaźnił się około dziesięciu lat temu. W porównaniu do pozostałych zawodników nawiązanie trwałej relacji z dyscypliną wymagało od niego czasu. Początkowo mieszkał dziewięćdziesiąt kilometrów od Warszawy, w której odbywały się treningi. Z powodów logistycznych ciężko było mu dostosować się do wymogu cyklicznej obecności na treningach. Sprawdzian determinacji nr 1. Czy naprawdę chcę to robić na tyle, że znajdę rozwiązanie, czy odpuszczę? Tomasz wybrał to pierwsze. Treningi zmotywowały go do zakupu samochodu i powrotu za kierownicę. Zanim poczuł się mocnym i pewnym siebie zawodnikiem minęły trzy lata. Zdał sprawdzian determinacji nr 2 udowadniając, że warto ciężko pracować i czekać. W 2011 r. dołączył do grona podstawowych zawodników, a w latach 2012 – 2018 był członkiem kadry narodowej. Obecnie wciąż nieustannie pokazuje poziom swojej motywacji. Mimo założenia rodziny i uzasadnionej potrzeby zwolnienia tempa, w weekend zamierza dać z siebie wszystko. W trakcie rozmowy ze sportowcem nasuwa się wizja wykorzystania jego słów jako zapowiedzi atmosfery na Mazovia Cup 2019. Cytując: „Przy długotrwałych treningach i długiej przerwie od zawodów, powstaje tęsknota współzawodnictwa, którą najlepiej wypełniają rozgrywki międzynarodowe, jak np. Mazovia Cup. To tam jest energia i adrenalina, która zostaje w nas i napędza. Jako jeden z najbardziej doświadczonych członków drużyny mogę powiedzieć, że nauczyliśmy się przewidywać wzajemne manewry, nawet w czasie takim jak sekunda. Niekiedy uczymy się akceptować fakt, że młodzi zawodnicy wciąż są w trakcie nabywania tej umiejętności, co jest wyzwaniem dla pełnej kooperacji na boisku. Jedno jest pewne, Mazovia Cup wymaga wspięcia się na wyżyny umiejętności, zagraniczni koledzy są bardzo mocni, a ich konkurencja pokazuje nam, jak silni i zgrani jesteśmy i w jakim stopniu powinniśmy wciąż nad tym pracować.”

Fot. główne: archiwum Izabeli Sopalskiej-Rybak.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here