Fot. Bartłomiej Zborowski/WPA

ME w lekkoatletyce: Kosewicz obronił złoto w dysku, Mazur i Stawicki niepokonani po raz drugi

Polscy lekkoatleci w Bydgoszczy nie przestają zachwycać! W porannej sesji przedostatniego czwartego dnia mistrzostw Europy siedmiokrotnie stanęli na podium, w tym dwukrotnie na jego najwyższym stopniu. Aktualnie na koncie biało-czerwonych znajdują się 34 krążki: 11 złotych, 15 srebrnych i 8 brązowych, co pozwala im utrzymać trzecią lokatę w w medalowej klasyfikacji.

Emocjonująca walka z udziałem biało-czerwonych toczyła się w finale rzutu dyskiem w kategorii F52, do którego zgłosiło się łącznie sześciu zawodników. W gronie kandydatów do zwycięstwa wymieniano broniącego tytułu Piotra Kosewicza oraz brązowego medalistę poprzednich mistrzostw Roberta Jachimowicza, którzy obok Chorwata Velimira Sandora wielokrotnie w karierze posyłali dysk poza granicę 20 metrów i to właśnie rozdzieliła między sobą medale. Świetnie w kole spisywał się Rafał Rocki, który aż o 86 cm poprawił swój rekord życiowy. Wynik z czwartej kolejki 18,92 m dał mu ostatecznie miejsce tuż za podium. Złoty medal zdołał obronić trenujący na co dzień w Starcie Wrocław Kosewicz, rzucając w piątej kolejce 20,86 m, czym poprawił rekord mistrzostw. Srebrny kruszec w trzymającym do samego końca w napięciu konkursie powędrował do Jachimowicza, który ukończył zmagania ze słabszym o 68 cm rezultatem od kolegi z reprezentacji. Trzeci był Sandor, któremu w najdalszej próbie zmierzono 19,78 m.

Bardzo się lubimy z Robertem. Cieszę się, że w konkursie jest dwóch Polaków, dwa medale, wzajemnie się motywujemy, podciągamy wyniki i przerażamy cały świat, bo te odległości są coraz lepsze. Jestem bardzo szczęśliwy, że doczekałem czasów, iż mój kraj organizuje tak dużą imprezę mistrzowską i dodatkowo jest ona transmitowana w telewizji – mówił uradowany Kosewicz.

Fot. Bartłomiej Zborowski/WPA

Szczęśliwie dla Mateusza Wojnickiego ułożył się finał rzutu oszczepem (F34), w którym rozprawił się o ponad dwa metry ze swoim dotychczasowym rekordem życiowym. 31-latek o najlepszy w karierze wynik dający brąz tegorocznych mistrzostw Europy pokusił się w trzeciej kolejce, uzyskując 25,11 m. Z dobrej strony pokazał się również Michał Szafrański, plasując się w silnie obsadzonej stawce na piątej lokacie (21,24 m). Poza zasięgiem rywali okazał się Turek Muhsin Kaedi, który przypieczętował złoto nowym rekordem Starego Kontynentu (31,69 m). Srebrny kruszec trafił do broniącego tytułu Francuza Thierry Cibone (27,42 m).

Jestem bardzo zadowolony, chciałem przerzucić 25 metrów i to dało mi nie tylko brązowy medal, ale również nowy rekord życiowy. Rywale przede mną na ten moment są poza zasięgiem, ale będę ich gonił. Jeszcze mam czas – powiedział po finale Wojnicki.

Fot. Bartłomiej Zborowski/WPA

Brązowy medal w rywalizacji kulomiotów (F32) zdobył również Maciej Sochal, który opuszcza Bydgoszcz z dwoma krążkami (wcześniej był drugi w rzucie maczugą – przyp. red.). W stojącym na kosmicznym poziomie finale 33-letni Polak oddał pchnięcie na odległość 8,86 m. Słowo „kosmiczny” użyte zostało nieprzypadkowo, ponieważ na niespełna trzy miesiące przed rozpoczęciem igrzysk paraolimpijskich Aleksiej Czurkin ustawił poprzeczkę naprawdę wysoko. Rewelacyjny Rosjanin zdeklasował dziś swoich rywali, ustanawiając rezultatem 11,16 m nowy rekord Europy. Drugi w klasyfikacji Grek Athanasios Konstantinidis zakończył konkurs z 9,82 m.

Mazur i Stawicki z drugim złotem!

Aż trzy medale wywalczyli przed południem nasi biegacze. Z drugiego podczas tych mistrzostw tytułu cieszą się Joanna Mazur z przewodnikiem Michałem Stawickim, którzy do triumfu w koronnej konkurencji na 1500 metrów (T11) dziś dokładają zwycięstwo na 400 metrów. Pozycja naszej eksportowej dwójki nawet przez moment nie pozostała zagrożona. Mazur konsekwentnie realizowała założenia taktyczne wyznaczone przez Stawickiego, co przełożyło się na rezultat 1:03,90 min. Tuż za biało-czerwonymi ze stratą kilkudziesięciu metrów finiszowały dwa tureckie duety. Jako drudzy zameldowali się na mecie Oznur i Ahmet Hakan Akbulut (1:09,09 min), a stawkę zamknęli Havva Elmali wraz z Hasanem Denizem Kalayci.

Jedna osoba ma zakaz mówienia w trakcie biegu, zgadnijcie kto – śmiała się po biegu Mazur. – Mam określone zadania i muszę je wykonać. Dzisiaj w ogóle nie zwracaliśmy uwagi na rywali, robiliśmy po prostu swoje. Nasza strategia biegu jest prosta: jesteśmy tylko my,  biegniemy w takim przysłowiowym tunelu, w którym się poruszamy i chcemy jak najszybciej go przebiec i wygrać.

Mistrzostwa Europy to nasz przystanek w drodze do Tokio. Jesteśmy nadal w bardzo ciężkim treningu, więc tym bardziej cieszymy się, że właściwie prosto z treningu wchodzimy na stadion Zawiszy i wygrywamy. Przed nami teraz etap pracy specjalistycznej. Jest to przyjemniejsza część treningu. Przerwy wydłużają się, odcinki skracają, biegamy coraz szybciej. Wszystko po to, by w Tokio świętować kolejne sukcesy – dodał Stawicki.

Fot. Bartłomiej Zborowski/WPA

Z dwoma krążkami kończą swój udział w mistrzostwach Europy Aleksander Kossakowski z przewodnikiem Krzysztofem Wasilewskim, dorzucając do złota na pięć kilometrów srebro w rywalizacji na 1500 metrów (T11). To właśnie na krótszym z dystansów jako aktualni brązowi medaliści mistrzostw świata obaj upatrują swojej szansy na podium w Tokio. Biało-czerwoni ambitnie walczyli dziś o złoto z Rosjanami Fiedorem Rudakowem i Władimirem Miasnikowem, którzy zrewanżowali się Polakom za wcześniejszą dyskwalifikację na 5000 metrów. Różnica między obiema parami wyniosła na mecie zaledwie 0,17 s, a zadowoleni z takiego obrotu sprawy Rosjanie w dodatku ustanowili czasem 4:09,71 min rekord imprezy. Na trzecim miejscu wpadli na finisz zamykający zmagania Hasan Huseyin Kacar i Umut Turku z Turcji (4:15,39 min).

Siedemnaście setnych sekundy to bardzo mało, ale jak widać to różnica między złotem, a srebrem. Dobrze się nam biegło, czas też fajny, bo sekunda od rekordu życiowego, więc, jak na ten etap przygotowań, to super wynik. Dla mnie to dzisiejsze srebro ma większą wartość niż medal złoty sprzed dwóch dni na 5000 metrów – powiedział Kossakowski.

Fot. Bartłomiej Zborowski/WPA

Mądrze siły na dystansie jednego okrążenia (kat. T20) rozłożyła Justyna Franieczek. Trzecia lokata, którą dowiozła do mety z czasem 59,09 s, to dla 32-latki niesamowity zastrzyk motywacji do dalszych treningów i zarazem dobra prognoza przed zbliżającymi się igrzyskami w Tokio. Na czwartej lokacie finiszowała Sabina Stenka-Szymańska (1:00,07 min), potwierdzając po raz kolejny swoją przynależność do europejskiej czołówki. Znakomicie na 400 metrów pobiegła Ukrainka Yulija Szuliar, która rezultatem 56,83 s poprawiła o niemal rekord kontynentu należący od 2015 roku do Barbary Bieganowskiej-Zając. Srebro tym razem przypadło Portugalce Carinie Paim (58,73 s).

–  Jestem bardzo zadowolona, bo trzeba zauważyć, że nie jest to moja główna impreza sezonu i traktuję ją jako sprawdzian przed igrzyskami. Ten sprawdzian zdałam, a ja dopiero się rozpędzam, bo to jest początek sezonu – mówiła szczęśliwa Franieczek za metą.

Apetyt na drugi w Bydgoszczy krążek rozbudziła swoim startem Alicja Jeromin, która wygrała przedpołudniowe eliminacje 100 metrów (T47) z nowym rekordem mistrzostw Europy – 12,47 s! Do sobotniego finału nie zakwalifikowały się Katarzyna Kisiel oraz Marta Paździor, które ostatecznie zajęły 10. i 11. miejsce. W finale nie zobaczymy również sztafety 4×100 metrów, której start w eliminacjach zakończył się dyskwalifikacją.

Trener-Wierciak bez medalu

Poniżej swoich możliwości w zmaganiach skoczkiń w dal z grupy T38 zaprezentowała się przed południem Anna Trener Wierciak. Brązowa medalistka poprzedniego czempionatu w dzisiejszym konkursie miała olbrzymie problemy z wyczuciem rozbiegu. W jedynej mierzonej próbie uzyskała zaledwie 2,62 m i zamknęła sześcioosobową stawkę. Złoty medal zgodnie z przewidywaniami wywalczyła aktualna mistrzyni globu Luka Ekler z Węgier, która skokiem na odległość 5,51 m wyrównała swój rekord świata. Skok poza granicę pięciu metrów (5,25 m) oddała również druga w finale Margarita Gonczarowa z Rosji. Można się spodziewać, że właśnie ta dwójka podczas igrzysk w Tokio stoczy ze sobą zacięty bój o paraolimpijski tytuł. Podium uzupełniła Brytyjka Olivia Breen (4,94 m).

Przyzwoity występ ma za sobą Tycjan Kozdra, który spośród czterech startujących zawodników w skoku w dal (T20) legitymował się najsłabszym rekordem życiowym. Wielokrotny medalista mistrzostw federacji VIRTUS (dawniej INAS) zamknął klasyfikację dzisiejszego konkursu z najlepszym w karierze wynikiem – 6,09 m. Złoty medal powędrował do Chorwata Zorana Talica, który w czwartej kolejce popisał się siedmiometrowym skokiem (7,20 m). Wicemistrzem Starego Kontynentu z równie znakomitą odległością (7,01 m) został Grek Athanasios Prodromou, a brązem musiał zadowolić się tym razem Portugalczyk Lenine Cunha (6,55 m).

————

Fot. główne: Bartłomiej Zborowski/WPA

error: Nasze materiały chronione są prawem autorskim! Kopiowanie ich i rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione! - paraSPORTOWCY.PL