Fot. Adam Nurkiewicz/Polska Fundacja Paraolimpijska

Polska złota niedziela w Tokio. Piotr Kosewicz mistrzem paraolimpijskim w rzucie dyskiem!

Piotr Kosewicz złotym medalistą igrzysk paraolimpijskich w Tokio! W finale rzutu dyskiem (F52) miotacz Startu Wrocław jako jedyny w konkursie przekroczył granicę 20 metrów. Mistrzostwo paraolimpijskie ostatecznie wygrał różnicą czterech centymetrów.

W niedzielę na Stadionie Olimpijskim w Tokio czekało nas kilka finałów z udziałem polskich lekkoatletów. Ogromne medalowe nadzieje pokładano w występie naszych dyskoboli z kategorii F52 (zawodnicy z uszkodzonym rdzeniem – tetraplegia). W ośmioosobowej stawce konkursowej zaprezentowało się aż trzech naszych miotaczy.

Robert Jachimowicz i trudna droga do podium

Jeden z najbardziej doświadczonych lekkoatletów w polskiej reprezentacji, dla którego igrzyska paraolimpijskie w Sydney w 2000 roku miały słodko-gorzki smak. Słodki, bo nie każdemu w debiucie w tak wyjątkowej imprezie udaje się wywalczyć złoty medal i pobić rekord świata. Gorzki, bo przez bezduszność jednego z klasyfikatorów, który po konkursie wlepił mu dyskwalifikację, zamiast łez radości były łzy smutku. Po tak traumatycznym doświadczeniu Jachimowicz na niemal trzynaście lat pożegnał się ze sportem. W 2013 roku wrócił do gry i pomimo długiej przerwy od treningów bardzo szybko dogonił czołówkę. Podczas mistrzostw Europy (2014) i mistrzostw świata (2015) sięgnął po srebrne medale. Na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro ustąpił jedynie Łotyszowi Aigarsowi Apinisowi, który z najwyższym stopniem podium nie rozstaje się od igrzysk w Atenach.

Piotr Kosewicz, czyli powiew „świeżej krwi”

Zanim na dobre związał swoją sportową przyszłość z lekkoatletyką, przez wiele lat specjalizował się w biegach narciarskich oraz biathlonie. Dwukrotnie w obu dyscyplinach reprezentował kraj na zimowych igrzyskach paraolimpijskich, w Nagano (1998) oraz Salt Lake City (2002), jednak nie odegrał w nich znaczącej roli. Dopiero „królowa sportu” pozwoliła mu rozwinąć skrzydła. Od 2018 roku jesteśmy świadkami jego arcyciekawej walki z Robertem Jachimowiczem o miano najlepszego dyskobola w Polsce. Prywatnie obaj panowie bardzo się lubią, nie ma między nimi konfliktów czy zazdrości o sukces kolegi. Konkursy z ich udziałem za każdym razem gwarantują widowisko na najwyższym światowym poziomie, a wewnętrzna rywalizacja tylko ten poziom podkręca. Ostatnie trzy lata to w wykonaniu 47-letniego Kosewicza piękne pasmo sukcesów – dwukrotnie w sezonie 2018 i 2021 został mistrzem Europy, a z mistrzostw świata w 2019 przywiózł srebrny kruszec. Jachimowicz z kolei za każdym razem plasował się tuż za plecami młodszego o siedem lat kolegi.

Rafał Rocki jako czarny koń rozgrywek

To jest jego miejsce i jego czas. Sport fascynował go od dziecka i pozostał mu wierny również po wypadku. Ostatni w jego wykonaniu skok na poduszkę powietrzną miał opłakane konsekwencje – Rafał uszkodził kręgosłup, doznając porażenia czterech kończyn. Do „królowej sportu” przechwycony został wprost z boiska do rugby na wózkach. Przez wiele lat stanowił trzon polskiej kadry narodowej w murderballu, z którą zaliczył wiele spektakularnych wzlotów i bolesnych upadków. Dziś przede wszystkim stawia na indywidualny rozwój i rzut dyskiem, w którym 100% odpowiedzialności za popełnione błędy spoczywa wyłącznie na jego barkach. W 2019 roku w Dubaju zajął szóste miejsce w finale mistrzostw świata, podczas tegorocznych mistrzostw Europy w Bydgoszczy uplasował się tuż za podium. I choć z naszej „żelaznej” trójki posiadał najsłabszy rekord życiowy, to absolutnie nie można było go lekceważyć. Tuż przed wylotem do Kraju Kwitnącej Wiśni ustanowił w dysku nową życiówkę (19,38 m), dzięki czemu umocnił się na czwartym miejscu na tegorocznych światowych listach.

Złota polska niedziela w Tokio

W niedzielnym paraolimpijskim finale kategorii F52 wystąpiło ośmiu zawodników. Jako trzeci na rzutni pojawił się Robert Jachimowicz, który w szóstej kolejce posłał dysk na odległość 19,49 m i objął prowadzenie. Chwilę później z pozycji lidera zepchnął go Piotr Kosewicz, który w drugiej serii uzyskał 20,02 m. Biało-czerwoni zbyt długo nie cieszyli się jednak z tak korzystnego układu sił w tabeli. Rozdzielił ich Hindus Vinod Kumar Vinod Kumar, a jego dysk poleciał po nowy rekord Azji – 19,91 m. Nieźle namieszał również Rafał Rocki, który rzutem na 19,51 m ustanowił nowy rekord życiowy i wyprzedził o dwa centymetry Jachimowicza.

Podział medalowych łupów uzależniony był już tylko od Chorwata Velimira Sandora oraz Łotysza Aigarsa Apinisa, którzy kończyli rywalizację. Serca polskich kibiców zabiły szybciej, gdy w piątej serii Sandor zbliżył się do prowadzącego wciąż Kosewicza na cztery centymetry. Kilkadziesiąt sekund później można było odetchnąć z ulgą, bowiem na dziś było to maksimum jego możliwości. Wielką zagadką pozostawała więc tylko forma Apinisa, który odpuścił start w czerwcowych mistrzostwach Europy w Bydgoszczy. 48-letni Łotysz był jednak daleki od dyspozycji, która na czterech ostatnich igrzyskach zaprowadziła go po złote medale i z wynikiem 19,54 m nie zdołał załapać się na podium. Biało-czerwoni wieńczą zatem rywalizację złotem Kosewicza, piątym miejscem Rockiego oraz szóstym Jachimowicza.

————

Paulina Królak/Polska Fundacja Paraolimpijska
Fot. główne: Adam Nurkiewicz/Polska Fundacja Paraolimpijska

error: Nasze materiały chronione są prawem autorskim! Kopiowanie ich i rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione! - paraSPORTOWCY.PL