Egon Franke, Witold Woyda, Jerzy Pawłowski, Ryszard Parulski, Wojciech Zabłocki, Ryszard Zub – na tak solidnych fundamentach opierała się przed laty polska szkoła szermiercza. O szermierce na wózkach nikt wówczas jeszcze nad Wisłą nie słyszał. Potrzeba było dziesiątek długich lat, aby polska myśl szkoleniowa, którą od podstaw opracowali skupieni wokół Integracyjnego Klubu Sportowego AWF Warszawa trenerzy, działacze oraz zawodnicy, mogła wypłynąć na szerokie wody. 

Szermierka, niegdyś nazywana fechtunkiem, to nic innego jak sztuka władania bronią białą, która na przestrzeni wieków uległa licznym modyfikacjom. Dziś jest to elegancka, pełna dynamicznych i efektownych dla oka akcji dyscyplina, w której nadrzędną rolę odgrywają psychologiczno-emocjonalne aspekty. Szermierkę choćby i na poziomie amatorskim trenować może każdy: bez względu na wiek, płeć, stopień fizycznej sprawności czy posiadaną w społeczeństwie pozycję, co czyni ten sport nad wyraz atrakcyjnym, zaś same korzyści wynikające z jej uprawiania można by mnożyć w nieskończoność. Szermierka wyrabia cechy i umiejętności przydatne zarówno podczas walki na planszy jak i w życiu codziennym: wzmacnia poczucie własnej wartości, które w przypadku osób z niepełnosprawnością nieraz bywa mocno zaniżone, rozwija analityczne myślenie, poprawia koncentrację, kształtuje spostrzegawczość oraz zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji w ułamku sekundy, uczy opanowania, systematyczności, a także cierpliwości. Cierpliwość to słowo klucz w tej fizyczno-intelektualnej układance, jeżeli nie chcesz przegapić przysłowiowych „pięciu minut”, na które głodni sukcesów zawodnicy często pracują z dala od domu i bliskich. Wartość dodaną regularnych treningów stanowią również lepsze samopoczucie oraz ogólna poprawa sprawności ciała, które dzięki szermierce staje się bardziej zwinne oraz jędrne.

Minusy? Bez wątpienia siniaki oraz niewielkie otarcia ukrywane przed ludzkimi spojrzeniami pod długimi rękawami koszul czy swetrów. Są na szczęście skuteczne sposoby, aby się przed nimi uchronić 🙂 Zajęcia w towarzystwie wyposażonych w niezbędną wiedzę trenerów oraz starających się jak najlepiej przełożyć ją na praktykę zawodników z międzynarodowym doświadczeniem pozwolą poznać kilka patentów, jak nie nadziać się na „żelazo” przeciwnika. Bo początki mogą nie należeć do najłatwiejszych, ale nikt nie dał przecież gwarancji, że będzie lekko. Jednak gdy już na dobre zagłębisz się w specyfikę szermierki i przesiąkniesz tym środowiskiem na co dzień, to utwierdzisz się tylko w przekonaniu, że jest to dyscyplina, w której można się zakochać. Ja sama po zaledwie kilku zrealizowanych treningach szpadowych w kuźni paraolimpijskich talentów na warszawskim AWFie oraz zaliczonym w tym czasie turnieju integracyjnym (swoimi spostrzeżeniami na ten temat podzielę się wkrótce), już teraz skłonna jestem podpisać się pod powyższym stwierdzeniem obiema rękami.

Do wyboru szabla, szpada bądź floret

Szermierka to sport zdecydowanie otwarty na różnorodność, w którym z powodzeniem rywalizować mogą zarówno osoby pełnosprawne jak i z niepełnosprawnością. Adepci tej dyscypliny w zależności od predyspozycji, a także indywidualnych upodobań do wyboru mają jeden z trzech rodzajów broni białej: szpadę, szablę bądź floret, które różnią się między sobą wagą, wyglądem (budową gardy i przekrojem klingi), zasadami stosowanymi w pojedynku, a także sposobem zadawania trafień.

W kuźni paraolimpijskich talentów, trening szpadowy z trenerem Zbigniewem Rybakiem. Fot. własna

Szpada pojawiła się w Europie Zachodniej na początku XVII wieku i to właśnie po nią współcześni szermierze sięgają najczęściej. Zaliczana jest do broni kolnych i za jej pomocą wykonuje się pchnięcia. To pełna kombinacyjnych zagrań wojna psychologiczna charakteryzująca się niewyobrażalną dynamiką, której cała trudność w opanowaniu polega na prostocie. „Kto pierwszy, ten lepszy” – ta reguła stanowi klucz do rozpracowania rywala, choć istnieją od niej pewne odstępstwa. Szpada to jedyna konkurencja szermiercza, w której nagradzane są trafienia obopólne (tzw. duble), a sytuacja tego typu ma miejsce wówczas, gdy zostaną one zadane przez obie strony w odstępie czasowym nieprzekraczającym 0,2 sekundy. W olimpijskiej rywalizacji celem jest całe ciało przeciwnika, w szermierce niepełnosprawnych z kolei dopuszczalne są trafienia od pasa w górę obejmujące tułów, ręce oraz maskę.

Do broni kolnych zalicza się również floret, który na włoskich i francuskich salonach zagościł pod koniec XVII wieku. W pojedynkach z jego zastosowaniem obowiązują zasady umowne w fachowej terminologii nazywane konwencją pierwszeństwa, co w skrócie oznacza, że punkt przyznawany jest przez sędziego tej stronie, która w danej akcji miała inicjatywę. O trafieniach jednoczesnych nie ma zatem mowy, a jedyny akceptowalny sposób zdobywania punktów stanowią precyzyjne pchnięcia. Obszar trafienia w zmaganiach olimpijskich i paraolimpijskich wyznaczany jest przez metalizowaną kamizelkę ochraniającą tułów. Aby aparatura szermiercza mogła zarejestrować trafienie zarówno we florecie jak i szpadzie, każdorazowo musi nastąpić wciśnięcie umiejscowionej na końcu klingi punty.

Szabla to jedyna w szermierczej triadzie broń sieczno-kolna, a pojedynki z jej zastosowaniem charakteryzują się największą agresywnością i bardzo szybkim tempem. Jest bronią o przebogatej historii, która we wczesnym średniowieczu przywędrowała na Stary Kontynent z Azji Centralnej. Od szpady i floretu poza budową odróżnia ją przede wszystkim sposób zadawania trafień. Większość punktów zdobywa się poprzez wykonywane dowolną częścią klingi cięcia, znikomy odsetek stanowią natomiast pchnięcia. W szermierce w wydaniu olimpijskim oraz paraolimpijskim ważnym polem trafienia jest ciało od pasa w górę, a o tym, czyja akcja zakończy się powodzeniem, podobnie jak we florecie rozstrzygają umownie stosowane zasady, tzw. konwencja pierwszeństwa.

Nie tylko dla osób na wózkach

Szermierka na wózkach (ang. wheelchair fencing) wbrew powszechnie kreowanej w przestrzeni publicznej opinii nie jest sztuką zarezerwowaną wyłącznie dla osób poruszających się na wózku. Dyscyplina ta pozostaje otwarta na osoby po amputacjach, które w codziennym życiu korzystają ze specjalistycznych protez, czy też na osoby z niedowładami w w obrębie górnych i dolnych kończyn niespowodowanymi naruszeniem struktury rdzenia kręgowego. Coraz częściej organizowane są turnieje w formule integracyjnej, podczas których w tym samym miejscu i czasie broń krzyżują pełnosprawni i niepełnosprawni zawodnicy. Przykładem takiej imprezy doskonale wpisującej się w ideę integracji poprzez sport są rozgrywane co roku na warszawskim AWFie drużynowe zawody szermiercze w szpadzie, których termin każdorazowo pokrywa się z rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości.

Rozwój szermierki na wózkach związany jest z działalnością doktora Ludwiga Guttmanna, nie bez powodu uznawanego za ojca światowego ruchu paraolimpijskiego. Ten urodzony u schyłku XIX wieku w Toszku niemiecki uczony sam będąc wielkim pasjonatem fechtunku dostrzegł szereg korzyści płynących z uprawiania jej przez wojennych weteranów, którzy podczas walk na froncie utracili władzę w dolnych kończynach. Współczesna wersja szermierki na wózkach w praktyce nie różni się specjalnie od szermierki pełnosprawnych – sprzęt, zasady czy zestaw realizowanych podczas indywidualnych lekcji z trenerem ćwiczeń pozostają takie same. Specyfika tej dyscypliny w wydaniu dla niepełnosprawnych wynika jedynie z faktu, że rywalizacja odbywa się na przystosowanych do walki wózkach, które za pomocą zapięć mocuje się do platformy szermierczej. Takie rozwiązanie gwarantuje stabilność oraz swobodę wykonywanych ruchów, pozwalając jednocześnie zachować między zawodnikami indywidualnie dobieraną przed każdym pojedynkiem odległość. Odstęp ten uzależniony jest od rodzaju stosowanej broni, zasięgu ramion obu zawodników, a także posiadanej przez nich kategorii niepełnosprawności i tylko w wyjątkowych okolicznościach (gdy nastąpi np. poluzowanie zapięć bądź szyny) może on zostać odmierzony ponownie.

W szermierce walka o medale przebiega w formule indywidualnej oraz drużynowej, osobno wśród mężczyzn i kobiet. W paraolimpijskim odpowiedniku tej dyscypliny dodatkowo wyodrębniono jeszcze kategorie niepełnosprawności, dzięki czemu rywalizacja pomiędzy zawodnikami o zbliżonych możliwościach fizycznych staje się bardziej sprawiedliwa. Podczas zawodów krajowego czy międzynarodowego szczebla indywidualne pojedynki odbywają się obrębie grup A, B oraz C. Do rywalizacji w kategorii A uprawnieni są zawodnicy po amputacjach dolnych kończyn lub z częściowym ich niedowładem, posiadający swobodę ruchów tułowia i rąk. Kategoria B zarezerwowana jest z kolei dla osób z osłabioną stabilizacją tułowia spowodowaną m.in. przerwanym rdzeniem kręgowym, z porażonymi nogami i/lub minimalnym niedowładem rąk. W kategorii C natomiast rywalizują zawodnicy z całkowitym porażeniem kończyn dolnych oraz niedowładem kończyn górnych (tetraplegia). Podczas igrzysk paraolimpijskich medale w tej ostatniej grupie nie są przyznawane.

W Tokio o paraolimpijskie tytuły po raz szesnasty

Szermierka na wózkach to jedna z nielicznych dyscyplin obecnych w paraolimpijskim programie od igrzysk w Rzymie w 1960 roku. Pomimo swojej widowiskowości oraz szerokiego wachlarza dostarczanych emocji – od radości zwycięzców po gorzkie łzy przegranych – jest dziedziną niszową, przyciągającą uwagę widza z reguły raz na cztery lata, przy okazji igrzysk. Kiedy polscy szermierze na wózkach powracali z wrześniowych mistrzostw globu w Cheongju (Korea Południowa) z trzema krążkami, wiodące w naszym kraju media milczały na ten temat jak zaklęte, choć tyle mówi się o równym traktowaniu przedstawicieli dyscyplin olimpijskich i paraolimpijskich. A trzeba przyznać, że jest się czym chwalić, bo w dobie niezaprzeczalnej dominacji Chińczyków, którzy podczas międzynarodowych imprez zgarniają większość najcenniejszych trofeów, zdobyte przez biało-czerwonych srebro oraz dwa brązy postrzegać należy w kategorii niezłego wyniku. Nie lepiej jest zresztą w szermierce pełnosprawnych. Tu również zawodnicy uskarżają się na słabe zainteresowanie ze strony mediów, które – jeżeli już w ogóle podejmą temat – to ograniczają się z reguły do zdawkowych dwu-trzyzdaniowych prasowych komunikatów umieszczanych gdzieś na szarym końcu internetowych bądź papierowych wydań.

Medaliści tegorocznych mistrzostw świata z Cheongju. Fot. Karol Bilecki

W przyszłym roku szermierze na wózkach batalię o paraolimpijskie tytuły stoczą już po raz szesnasty. Droga do podium w Tokio jest długa, skomplikowana i wiedzie przez szereg turniejów kwalifikacyjnych, z których większość posiada rangę Pucharu Świata. Proces ten oficjalnie rozpoczął się w listopadzie ubiegłego roku, a cykl zawodów zainaugurowały pucharowe zmagania w Tbilisi. Do paraolimpijskiego rankingu, na podstawie którego przyznane zostaną imienne przepustki, zalicza się punktowe zdobycze z dwóch rodzajów broni, co nie przez wszystkich zawodników przyjęte zostało z entuzjazmem. Szansę walki o medale w dwunastu indywidualnych oraz czterech zespołowych konkurencjach otrzyma zaledwie 96 sportowców z zachowaniem parytetu płci, a także z góry narzuconych limitów krajowych oraz kontynentalnych. Wystrzec się kontuzji oraz błędów to marzenie każdego uczestnika tego wyścigu. Tu każdy punkcik może być na wagę paraolimpijskiego złota, dlatego tak ważne jest, aby nie złapać zadyszki na ostatniej prostej przed metą.

Świat stanął przed nimi otworem

Choć o szermierce na wózkach świat słyszał już w latach 40. minionego stulecia, to w Polsce przez kolejne dekady była ona czymś egzotycznym i nieosiągalnym. Sytuacja ta diametralnie uległa zmianie w 1991 roku, gdy przy warszawskim AWFie powołano do życia Integracyjny Klub Sportowy AWF, którego zawodnicy po dzień dzisiejszy stanowią w tej dyscyplinie trzon narodowej kadry. Z chwilą powstania klubu rozpoczęły się zaadaptowane do fizycznych możliwości zawodników profesjonalne treningi, a wraz z nimi – pierwsze wyjazdy na zgrupowania oraz turnieje. Pionierskie jak na tamte czasy rozwiązania przyczyniły się do tego, że polska szermierka stosunkowo szybko wkroczyła na światowe salony. Już podczas igrzysk w Atlancie w 1996 roku biało-czerwoni mogli cieszyć się z pierwszego w historii tej dyscypliny paraolimpijskiego krążka. Medalowe ścieżki wydeptała wówczas swoim koleżankom i kolegom nieżyjąca już Jadwiga Polasik, która w indywidualnym turnieju szpady kat. A wywalczyła srebrny kruszec.

Krążków z międzynarodowych imprez przybywało z każdym rokiem, a prawdziwa eksplozja drzemiącego w polskiej szermierce potencjału nastąpiła cztery lata później w Sydney. Biało-czerwoni zdominowali rywalizację na Antypodach, gromadząc na swoim koncie siedem złotych oraz cztery srebrne trofea, co zaowocowało triumfem w medalowej klasyfikacji tej dyscypliny. Niekwestionowaną królową szermierczych plansz okrzyknięta została Marta Makowska (z d. Wyrzykowska), której aż czterokrotnie dane było poznać smak paraolimpijskiego zwycięstwa. 23-letnia wówczas zawodniczka indywidualnie okazała się nie do zatrzymania w szpadzie oraz florecie (kat. B), a tak bezprecedensowy na globalną skalę wyczyn byłby niemożliwy bez wsparcia Agnieszki Rozkres oraz Jadwigi Polasik, z którymi wygrała również drużynową rywalizację w obu broniach. Ujmując w dwóch słowach – debiut marzenie! Złotymi zgłoskami na kartach polskiej historii zapisali się również Jadwiga Polasik i Dariusz Pender w szpadzie kat. A, a także Robert Wyśmierski w szabli kat. B. Poza wymienioną piątką swoje klingi do tego sukcesu przyłożyli także Arkadiusz Jabłoński, Piotr Czop, Tomasz Walisiewicz oraz Radosław Stańczuk.

Rok 1994 i pierwsze mistrzostwa Polski w szermierce na wózkach. Fot. archiwum IKS AWF Warszawa

Do gry wkraczają Azjaci

W 2004 roku w Atenach medali było jeszcze więcej. Nasi szermierze dwunastokrotnie plasowali się w najlepszej trójce igrzysk, jednak złotego kruszcu było zdecydowanie mniej niż w Sydney. Polska reprezentacja ostatecznie mogła poszczycić się jednym złotym, sześcioma srebrnymi oraz pięcioma brązowymi trofeami, co wywindowało ją na trzecią lokatę wśród najsilniejszych w tej dyscyplinie mocarstw (za Hongkongiem oraz Francją – przyp. red.). Najsolidniejszym ogniwem w ekipie okazał się Robert Wyśmierski, który na szermierczej planszy zgarnął cztery krążki. Po ten najcenniejszy sięgnął w indywidualnym turnieju szablowym. Na drugim stopniu podium stanął z kolei w pojedynku na szpady (oba kat. B), będąc jednocześnie podporą obu męskich drużyn. Czwórka jego kolegów trzykrotnie miała sposobność odbierać medale, a sztuki tej dokonali: Piotr Czop, Arkadiusz Jabłoński, Dariusz Pender oraz Stefan Makowski. Paraolimpijskimi medalami ponownie udekorowano Martę Makowską, Jadwigę Polasik, Tomasza Walisiewicza i Radosława Stańczuka, a po raz pierwszy – Renatę Frelik i Dagmarę Witos-Eze.

Od igrzysk w Pekinie w 2008 roku począwszy twarde warunki na planszy dyktować zaczęli zawodnicy z Państwa Środka. W Chinach o medale było zdecydowanie trudniej, bowiem organizatorzy podjęli decyzję o okrojeniu programu wyłącznie do indywidualnych konkurencji. Brązowe łupy z azjatyckiej wyprawy przywieźli Radosław Stańczuk (floret kat. A) oraz Dariusz Pender (szpada kat. A). Szczęście uśmiechnęło się do Pendera w szpadzie cztery lata później w Londynie, gdzie po dwunastoletniej przerwie ponownie znalazł się na ustach całego świata. W brytyjskiej stolicy Mazurek Dąbrowskiego odegrano również Grzegorzowi Plucie, który ujawnił swoją waleczną naturę w szabli kat. B. Ze swojego siódmego do kolekcji paraolimpijskiego krążka, a trzeciego muśniętego brązem, radowała się natomiast Marta Makowska (floret kat. B), co czyni ją zarazem najbardziej utytułowaną w historii tej dyscypliny polską zawodniczką.

Skoro już mowa o najlepszej w historii polskiej szermierki zawodniczce, to wielkim faux pas będzie, jeśli przemilczy się sportowe dokonania najwszestronniejszego przedstawiciela płci męskiej. Tu z kolei najbardziej okazałym dorobkiem może pochwalić się wielokrotnie wspominany już Dariusz Pender, który pomimo 45 lat na „liczniku” wciąż nie powiedział jeszcze na planszy ostatniego słowa. Specjalista od floretu oraz szpady podczas każdych ze swoich pięciu igrzysk co najmniej raz stawał na „pudle”, a jego aktualny stan to dwa złota, trzy srebra oraz cztery brązy. Trzy lata temu w Rio de Janeiro wywalczył z Jackiem Gaworskim i Michałem Nalewajkiem wicemistrzowski tytuł we florecie, a także brąz w turnieju szpadowym wespół z Nalewajkiem oraz Kamilem Rząsą. Biało-czerwoni szermierze przez dwie dekady wędrówki po paraolimpijskim szlaku 32-krotnie (10-12-10) sięgali po paraolimpijskie laury, co przekłada się na szóste miejsce w klasyfikacji wszech czasów tej dyscypliny. Ten imponujący wynik w całość spina brąz Adriana Castro w szabli kat. B.

Medaliści paraolimpijscy z Rio de Janeiro w drużynowym turnieju floretu. Fot. Robert Szaj/Polska Fundacja Paraolimpijska

Sprawdź, czy szermierka jest dla Ciebie!

Wciąż masz wątpliwości, czy szermierka jest sportem przeznaczonym dla Ciebie? Przemyślenia zawodników, którzy postanowili związać swoje życie z tym sportem, mogą okazać się pomocne w podjęciu ostatecznej decyzji.

Kinga Dróżdż: Moja przygoda z szermierką rozpoczęła się w wieku 9 lat. Kiedy 16 lat temu wf-ista z mojej szkoły zachęcał mnie do przyjścia na trening szermierczy, nie miałam pojęcia, że stoi przede mną mój przyszły trener, a szermierka stanie się tak ważnym elementem w moim życiu. Szermierka jest uznawana za elitarny sport. Jest elegancka, po prostu piękna! Rozwija nie tylko fizycznie, ale również mentalnie – to czyni ją wyjątkową. Mnie nauczyła na pewno sumienności, szybkości podejmowania decyzji (z wyjątkiem wyboru butów 😛) i zarządzania czasem. Wymaga wielu poświęceń i wyrzeczeń, ale uważam, że warto. A co ważne, jeśli ktoś czegoś bardzo chce, to nic nie jest w stanie go zatrzymać! Świadczy o tym połączenie mojego życia zawodowego jako Pracownik Centrum Operacyjnego PLL LOT, studenckiego oraz sportowego. Od lipca mogę chwalić się tytułem magistra lotnictwa, który zdobyłam w Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie, od września jestem wicemistrzynią świata w szermierce, a już w sierpniu będę rywalizować o złoty krążek igrzysk paraolimpijskich w Tokio! Takie małe sukcesy napędzają i motywują do dalszej, jeszcze bardziej intensywnej pracy.

Jadwiga Pacek: Szermierka była kolejnym sportem, którego próbowałam, wcześniej przez rok trenowałam łucznictwo, próbowałam też tenisa stołowego. Jednak dopiero szermierka zatrzymała mnie przy sobie na dłużej, bo jest to sport bardzo dynamiczny, ciągle coś się dzieje, trzeba szybko podejmować decyzje – to wszystko czyni ją jednym z najbardziej interesujących według mnie sportów. Dodatkowo, przynajmniej na zawodach indywidualnych, mamy sytuację walki jeden na jeden i albo wygrywam, albo przegrywam. Kiedy wygram, satysfakcja jest ogromna. Tak samo zresztą jak po jakiejś szczególnie udanej akcji czy decyzji, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Szermierka na pewno pozwoliła mi poprawić swoją kondycję fizyczną. Trenowanie wiąże się z dużym wysiłkiem, ale jest tego warte, kiedy zaczyna się widzieć efekty tych treningów. Poznałam też zarówno w Polsce jak i startując w zawodach międzynarodowych dużo ciekawych osób. Odkąd trenuję, jestem też bardziej otwarta na innych ludzi, nowe doświadczenia. Czy to sam sport, czy wszystko, co dzieje się wokół niego, ciężko powiedzieć, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie, aby szermierka miała zniknąć z mojego życia.

Wojciech Adamczewski: Szermierce poświęciłem 57 lat mojego życia. Brzmi to niewiarygodnie, ale jest prawdziwe. Zaczynałem swoją przygodę z szermierką w wieku 10 lat w klubie RKS Marymont pod okiem Władysława Dobrowolskiego, a trenuję i startuję do dziś (aktualnie kategoria 60+) w barwach klubu AZS AWF Warszawa. Za trzy lata będę znowu najmłodszy… w kategorii 70+! To jest właśnie urok i piękno szermierki: można trenować i startować przez prawie całe życie. Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie przygody w tej wyjątkowej dyscyplinie sportu – sprawdziłem to empirycznie, będąc trenerem. Sukcesy moich zawodników i wychowanków rekompensują mi cały trud, jaki trzeba ponieść w drodze do olimpijskich medali, a kilka takich mamy w swoim dorobku. Dzięki szermierce mam żonę, florecistkę warszawskiego AZS AWF i wspaniałą, bardzo wysportowaną córkę. Jako trener i zawodnik byłem na turniejach w wielu miejscach na świecie, a dwukrotnie przez wiele miesięcy szkoliłem szermierzy w… Japonii. Gwarantuję, że nie ma drugiej takiej dyscypliny sportu, jak moja ukochana szermierka. Zapraszam Was do hali sportów walki warszawskiej AWF na moje treningi.

——-
Fot. główne: Eva Pavia/Bizzi Team.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.